Dziennikarska anarchia w Internecie. Szansa dla społeczeństwa obywatelskiego.

Autor: Piotr Siuda

 

Celem pracy jest ukazanie pozytywnego wpływu zjawiska dziennikarskiej anarchii (czyli różnego rodzaju amatorskiego dziennikarstwa internetowego) na społeczeństwo obywatelskie. Dziennikarstwo to bowiem, ze względu na swoje cechy, może być ogromną szansą dla jego rozwoju. Ważne jest przy tym to, że pod wpływem Internetu znacząco zmienia się natura dziennikarstwa w ogóle. Sieć powoduje zaistnienie zarówno profesjonalnego jak i amatorskiego dziennikarstwa internetowego. To ostatnie, ze względu na swoje cechy, nazwać możemy mianem anarchii. Po pierwsze jest ono oddolne, umożliwia odejście od hierarchicznych struktur medialnych i zwrócenie się w stronę bardziej demokratycznych. Poza tym dziennikarze amatorzy mogą korzystać z różnorodnych narzędzi internetowych i publikować, co tylko im się podoba. Oczywiście zaistnienie i popularyzacja zjawiska dziennikarskiej anarchii nie byłyby w ogóle możliwe, gdyby nie rozwój Internetu.Rozwój ten jest stały (choć nierównomierny w różnych rejonach świata). Stale bowiem udoskonalana i rozbudowywana jest infrastruktura internetowa, czyli zarówno łącza jak i komputery, za pomocą których sieć dociera do użytkowników. Coraz więcej jest również tych ostatnich. W 2004 roku z Internetu korzystało 934 miliony ludzi. Szacuje się, że liczba netizenów, jak bywają określani Internauci, w 2007 roku przekroczy 1 miliard 350 milionów (Meller, 2005b). Ta rozbudowa Internetu ma daleko idące konsekwencje. Jak twierdzi M. Castells (2003), żyjemy dzisiaj w galaktyce Internetu (poprzedzała ją galaktyka Gutenberga). Świat w wyniku zaistnienia elektronicznej sieci uległ szybkiej i radykalnej przemianie. Internet stał się (i staje w coraz większym stopniu) ważnym elementem codziennego życia ludzi, przez co wywiera na nie ogromny wpływ. Gospodarka, edukacja, polityka to tylko niektóre dziedziny życia przeobrażone w wyniku zaistnienia Internetu. Jedną z tych dziedzin jest także dziennikarstwo.

Internet zmienił naturę dziennikarstwa na kilka sposobów. Po pierwsze stanowi on zupełnie nową jakość w dziennikarstwie profesjonalnym. Można bowiem już dzisiaj mówić o powstaniu profesjonalnego dziennikarstwa internetowego. Stwierdzić należy, że dziennikarstwo to wręcz rozkwita. Niektórzy skłonni są nawet do wysuwania prognoz, że już w niedalekiej przyszłości przyćmi ono klasyczne jego odmiany. Już dzisiaj widać pierwsze tego oznaki, szczególnie w krajach, w których dostęp do Internetu jest rzeczą niemalże powszechną. To tam właśnie dziennikarze mediów klasycznych coraz bardziej uaktywniają się także w Internecie, swoją działalność dziennikarską ograniczają tylko do niego – prowadzą na przykład blogi czy stają się członkami wirtualnych redakcji dziennikarskich.

Oczywiście klasyczne media cały czas dominują (szczególnie w krajach gorzej rozwiniętych pod względem dostępu do Internetu). Ich internetowe odpowiedniki są często uzależnione od treści przez nie dostarczanych (Górak). Mimo tego wielu entuzjastów wskazuje, że dziennikarstwo internetowe będzie się rozwijać. Przede wszystkim z tego względu, że jest to dziennikarstwo w coraz większym stopniu odpowiadające potrzebom użytkowników – odbiorców wiadomości. Chodzi tu przede wszystkim o szybkość informacji oraz o wysoki poziom interaktywności (użytkownik ma możliwość oceny rzetelności informacji czy danego dziennikarza – na przykład przez wystawienie mu oceny na forum).

Między innymi ze względu na atrakcyjność owej interaktywności rozwija się w Internecie dziennikarstwo nieprofesjonalne. Jego zaistnienie to drugi sposób, w jaki sieć zmienia dziennikarstwo. Chodzi o to, że rozwija się dziennikarstwo amatorskie, uprawiane przez zwykłych ludzi, amatorsko tworzących wiadomości na łamach rożnego rodzaju stron internetowych, blogów, itd. Internauci coraz częściej pragną być nie tylko biernymi odbiorcami informacji, ale też chcą je aktywnie tworzyć.

Amatorskie dziennikarstwo to zjawisko, które zyskuje na popularności. Dzieje się tak z kilku powodów. Jednym z nich jest wspomniana już przeze mnie szybkość docierania informacji oraz duża interaktywność Internetu. Twórca wiadomości może je opublikować szybko – niemal zaraz po danym zdarzeniu, odbiorca zaś może selekcjonować informacje w dowolny sposób. Co więcej, nadawca często spotyka się z reakcją innych osób, będących odbiorcami wiadomości. Mamy tu więc do czynienia z niezwykle atrakcyjną (zarówno dla odbiorcy jak i nadawcy) dwustronnością przekazu, powodującą, że odbiorcy mogą znacząco współtworzyć amatorski serwis (komentarze, czaty, głosowanie). Zwiększeniu popularności amatorskiego dziennikarstwa sprzyja ponadto powszechność Internetu, powodująca, że materiały opublikowane w sieci dostępne są od razu dla ludzi z całego świata. Duże znaczenie ma również profilowość, czyli dostosowanie informacji do potrzeb indywidualnego odbiorcy, jak również anonimowość pozwalająca bez obaw publikować nawet bardzo radykalne treści (Robak, 2005).

Amatorskie dziennikarstwo internetowe określić można mianem dziennikarskiej anarchii. Nazywam je tak z kilku względów. Po pierwsze dlatego, że jego pojawienie się to rewolucja zmniejszająca rolę tradycyjnego dziennikarstwa, w którym kluczową rolę pełnią oficjalne media. Charakter sieci jest niezwykle demokratyczny, bariera kosztów publikowania bardzo mała, co powoduje powstawanie dużej ilości amatorskich serwisów dziennikarskich. Media tradycyjne tracą zatem pozycję dominującego, jedynego selekcjonera publikowanych informacji. Mamy coraz bardziej do czynienia ze swoistą anarchią, w której nikt nie kontroluje tego, co jest publikowane. Dotychczasowi odbiorcy wiadomości mogą stać się ich nadawcami, wzrasta wolność publikowania i informowania innych.

Warto również podkreślić, że oficjalne media tracą pozycję dominującą jeszcze z jednego powodu. Coraz częściej bowiem zdarza się, że to nie one, lecz amatorzy są dostarczycielami informacji najświeższych i najwięcej wartych. Pokazało to już wiele wydarzeń na całym świecie. Warto chociażby wspomnieć o ataku terrorystycznym z 11 września 2001 roku. Wówczas to amatorzy nakręcili zdjęcia pokazywane później na całym świecie. Ta wzrastająca rola amatorów uwidoczniła się również podczas pustoszącego Azję Południowo wschodnią Tsunami oraz ataku terrorystycznego w Londynie. Szczególnie wstrząsający był zebrany przez amatorów materiał zdjęciowy z londyńskiego metra. „W ciągu godziny od wybuchu bomb (…) redakcja BBC otrzymała 50 zdjęć od osób, które znajdowały się w centrum zdarzeń” (Meller, 2005b). Zdjęcia, które wykonali amatorzy, były co prawda kiepskiej jakości (wykonane były aparatami komórkowymi), ale zostały pokazane na internetowej stronie BBC oraz w serwisach na całym świecie. Oficjalne media stają się więc w coraz większym stopniu zależne od amatorów. Oczywiście cały czas, ten najbardziej gorący materiał, zebrany przez nieprofesjonalnych dziennikarzy jest pod kontrolą oficjalnych mediów, gdyż zwykle jest przez nie odkupywany lub amatorzy przekazują go dobrowolnie. Teoretycznie jednak nic nie stoi na przeszkodzie, aby amator wraz z zebranym przez siebie materiałem zamiast najpierw komuś go odsprzedać, umieścił go na przykład na amatorskiej stronie internetowej (zdjęcia z ataku w Londynie pojawiły się zresztą na kilku amatorskich blogach internetowych).

Amatorskie dziennikarstwo internetowe to anarchia również w tym sensie, że ludzie mają możliwość wykorzystania niezwykle różnorodnych narzędzi internetowych, takich jak chociażby serwisy WWW, poczta elektroniczna, grupy dyskusyjne, czaty czy blogi. Dziennikarstwo to jest również w pełni multimedialne – wykorzystuje wiele form przekazu – tekst, obraz, dźwięk, animacje. Surfując po Internecie, coraz częściej można natknąć się na różnorodne, amatorskie, informacyjne serwisy WWW. Internet to strony oferujące różnego rodzaju amatorskie newslettery jak również serwisy skupiające nieprofesjonalnych dziennikarzy. Umożliwiają one chociażby zostanie fotoreporterem, tak jak na przykład nowpublic.com i scoopt.com. Inni, chcąc opublikować swoje amatorskie zdjęcia, tworzą, np. diaporamy, czyli internetowe albumy zdjęciowe, bardzo często mające charakter fotoreportażu z jakiegoś wydarzenia. Przykładem bardzo popularnego serwisu amatorskiego jest założona w Korei Południowej w 2000 roku gazeta online – OhmyNews, dla której obecnie pisze około 32 tysiące dziennikarzy nieprofesjonalistów. Jak podkreśla wielu specjalistów, gazeta ta ma ogromny wpływ na kształtowanie poglądów politycznych Koreańczyków. Innym bardzo popularnym na całym świecie serwisem jest WikiNews. Ten siostrzany projekt Wikipedii jest całkowicie darmowym źródłem informacji, reportaży i artykułów dziennikarskich, redagowanych przez internautów i możliwych do edytowania czy uzupełniania przez każdego, kto uważa, że warto coś dodać. Podobnie jak w przypadku Wikipedii, dwie główne zasady WikiNews, to tak zwany NPOV czyli neutralny punkt widzenia oraz wolna licencja zamieszczonych informacji. Serwis z założenia zawierać ma zarówno wiadomości lokalne jak i światowe. Do tej pory istnieje dziesięć wersji językowych tego popularnego serwisu: angielska, niemiecka, szwedzka, francuska, hiszpańska, holenderska, portugalska, bułgarska, rumuńska i polska. Znanym i popularnym serwisem jest również OpenDemocracy.net. Piszą w nim, na bardzo różnorodne tematy, ludzie ze wszystkich kontynentów. Jak chwalą się twórcy strony, jest ona pionierem nowego typu niezależnych mediów opierających się na partycypacji i udziale odbiorców. Autorzy twierdzą ponadto, że serwis, wolny od jakichkolwiek wpływów politycznych czy biznesowych, stymuluje publiczną debatę sprzyjającą demokracji i ochronie praw człowieka.

W Polsce tego rodzaju amatorskie serwisy znajdują się w powijakach, jeśli porównamy je do serwisów zachodnich. Dotyczy to zarówno ich liczebności, organizacji jak i ilości informacji. Na tle innych, dobrze zapowiadającym się serwisem jest iThink. Serwis ten funkcjonuje na razie w wersji beta, lecz już umożliwia publikacje artykułów, fotografii jak również materiałów audio i video. Jak twierdzą na swojej stronie jej autorzy – „wyrazić się” na niej może każdy. Ważna jest jednak odpowiedzialność polegająca na pisaniu zgodnie z zasadami dziennikarstwa oraz zachowywaniu rzetelności i staranności. Autorzy serwisu piszą: „Naszą misją jest stworzenie miejsca niezależnego. Niezależnego od linii politycznej redakcji, niezależnego od wszystkiego. Pragniemy krzewić idee wolnych mediów i wolności słowa” (www.ithink.pl).

Mimo tego że polskie amatorskie dziennikarstwo nie jest jeszcze rozwinięte tak jak zachodnie, to zaczęło się dość wcześnie. Za prekursora uznać tu możemy powstały w 1989 roku dziennik Donosy, założony przez młodych fizyków Uniwersytetu Warszawskiego. Na początku Donosy stanowiły jedyny kontakt z krajem dla kilkutysięcznej rzeszy czytelników – głównie naukowców i Polonii. Początkowo pismo rozpowszechniane było za pomocą poczty elektronicznej, było też publikowane na specjalnej liście dyskusyjnej (było więc tekstowym newsletterem). Co ciekawe pismo cały czas istnieje i czeka na czytelników. Swobodny styl redagowania, brak wyraźnego rozdzielenia komentarza od informacji, swobodny język, wykorzystywanie wiadomości zaczerpniętych z profesjonalnych mediów i zdeklarowany subiektywizm czyniły z Donosów protoplastę informacyjnych, amatorskich weblogów (Olszański, 2006).

Weblogi (blogi) (Blogi pojawiły się w 1997 roku. Od tamtego czasu odnotowuje się stały wzrost ich popularności.) to bowiem kolejne narzędzie, za pomocą którego amatorskie dziennikarstwo sieciowe rozkwita. Są one bowiem „doskonałym miejscem do zamieszczania krótkich, ale błyskawicznie przygotowanych reportaży oraz świetnym forum publicystycznym, na którym komentarze do wydarzeń pojawiają się najwcześniej” (Meller, 2005b). O nieprofesjonalnym dziennikarstwie prowadzonym za ich pomocą głośno zaczęło się mówi w 2004 roku. Było to związane z wybuchem wojny w Iraku. Wtedy to Internauci zaczęli przeszukiwać sieć w poszukiwaniu informacji na ten właśnie temat. Powstało szereg, tzw. war blogów (blogów wojennych) poruszających tematy związane z konfliktem. „O Iraku pisali w swoich dziennikach internetowych Amerykanie i Brytyjczycy; blogi prowadzili dziennikarze i żołnierze. Największe jednak odkrycie stanowił dziennik anonimowego Irakijczyka piszącego pod pseudonimem Salam Pax” (Szybilska, 2005). Blog ten wzbudził ogromną sensację, głównie ze względu na to, że w mediach brakowało głosów Irakijczyków. Salam Pax „był głosem z tamtej strony, mówił o sprawach, do których zachodni dziennikarze starający się przedstawić stanowisko Irakijczyków po prostu nie mogli dotrzeć” (Szybilska, 2005). Ponadto Salam pisał bardzo ciekawie, krytykując Amerykanów, ale i swoich rodaków. Podejrzewano co prawda, ze może on być tworem jakiejś organizacji (CIA bądź Muchabarat), blog jednak przez zamieszczane tam treści bronił się sam, a co więcej po zakończeniu konfliktu odkryto, że twórca rzeczywiście istnieje. Blog Irakijczyka (http://dearraed.blogspot.com) okrzyknięty został najbardziej sugestywną relacją z konfliktu w Iraku. Prowadzony w czasie i po amerykańskiej inwazji, miał ogromną rzeszę czytelników, którym wydawał się o wiele bardziej interesujący i rzetelny niż relacje korespondentów oficjalnych mediów. W 2004 roku doceniono ponadto blogi jako narzędzia amatorskiego dziennikarstwa z innych także powodów. Przede wszystkim ze względu na aferę związaną ze słynnym amerykańskim dziennikarzem stacji Fox News – Danem Ratherem. Po tym jak bloggerzy wytropili nieprawdę w jednym z jego reportaży, musiał się on zwolnić z pracy (http://wiadomosci.o2.pl/?s=514&t=4218). 2005 rok przyniósł już tylko potwierdzenie popularności blogów amatorskich dziennikarzy. Szczególnie uwidoczniła się ona podczas ataku terrorystycznego na Londyn, gdyż to właśnie do internetowych blogów trafiła większość amatorskich zdjęć tamtych wydarzeń. Na blogach na bieżąco komentowano sytuację, a zawarte tam wypowiedzi wykorzystywały brytyjskie dzienniki. Do najczęściej cytowanych i oglądanych należały Europhobia.blogspot.com i Specialcopper.blogspot.com.

Również w polskiej blogosferze to właśnie rok 2004 był rokiem przełomowym. Wówczas to poważnie przybrał na sile trend zakładania blogów informacyjnych. Dziś blogi zakładają już nie tylko artyści, specjaliści z różnych branż (np. informatycy) czy politycy, ale też ludzie bawiący się w amatorskie dziennikarstwo i chcący być nadawcami informacji poprzez umieszczanie ich na swoich blogach (dobrym przykładem może być blog Kataryna). Generalnie szacuje się, że na całym świecie istnieje obecnie 14,2 miliona blogów, zaś co 7,4 sekundy powstaje nowy (http://wiadomosci.o2.pl/?s=514&t=4218). Trudno oszacować, ile z tych blogów można zaliczyć do amatorskiego dziennikarstwa, ale na pewno jest to liczba znaczna.

Co ciekawe, internetowe amatorskie dziennikarstwo coraz częściej stymulowane jest przez profesjonalne media, które zaistniały w Internecie. Chodzi tu o strony czy blogi, które one tworzą i na których zachęcają odbiorców do oddania głosu i publikacji własnych materiałów. Robi tak choćby francuski dziennik Le Monde, który bez redagowania drukuje blogi czytelników. Coraz częstsze są lokalne i krajowe gazety internetowe oparte na blogach. Pierwowzorem jest tu amerykański dziennik internetowy Northwest Voice, założony w 2004 roku przez regionalną gazetę Bakersfield Californian. Do Northwest Voice artykułów, które nie są ani cenzurowane, ani korygowane, dostarczają wyłącznie czytelnicy. Najlepsze teksty publikuje się w gazecie drukowanej. Tego typu praktyki oficjalnych mediów stają się także coraz bardziej popularne w Wielkiej Brytanii. Swoje blogi posiadają liczące się w tym kraju media takie, jak na przykład BBC, Sky czy The Times. Często namawiają one odbiorców do relacjonowania i komentowania wydarzeń. Podobnie w Polsce Gazeta Wyborcza namawia amatorów do publikowania artykułów na utworzonym przez siebie serwisie Gwar.pl.

Amatorskie dziennikarstwo nazwać można mianem anarchii nie tylko ze względu na jego ogromne zróżnicowanie, ale również ze względu na dowolność publikowanych przez amatorów treści. Wspominałem już o tym, że Internet to medium niezwykle demokratyczne, pozwalające zaistnieć nawet najbardziej skrajnym poglądom. Odnosi się to również do nieprofesjonalnego dziennikarstwa w sieci. Obok serwisów starających się utrzymać obiektywność i bezstronność istnieją te prezentujące poglądy subiektywne, nieraz bardzo skrajne. Wolność odnośnie publikacji treści zdaje się być w Internecie bezgraniczna.

Przykładem radykalnych informacyjnych serwisów amatorskich może być Indymedia. Jest to grupa oddolnie tworzonych, niekomercyjnych organizacji medialnych opartych na wolontariacie. Pierwsze Indymedia (Ośrodki Niezależnych Mediów) powstały pod koniec 1999 roku, by przekazywać informacje o protestach alterglobalistów przeciwko spotkaniu Światowej Organizacji Handlu w Seattle. Z czasem powstawać zaczęło coraz więcej serwisów, a ich sieć rozrosła się do 130 autonomicznych ośrodków w 51 krajach (w USA jest ich 47) (Halleck, 2004). Istnieje także ośrodek polski, który zaczął działać w 2001 roku.

Działalność wszystkich serwisów Indymedia jest wyraźnie polityczna, a prezentowane tam poglądy są mocno subiektywne. Indymedia stały się przede wszystkim forum alterglobalistów, anarchistów i różnego rodzaju aktywistów kontrkulturowych. Nad każdym serwisem czuwa redakcja (często podkreśla się, że „wolna od jakichkolwiek wpływów”), ale Indymedia słyną z zasady open publishing (otwartego publikowania), która oznacza, że każdy może na nich zamieścić informację, każdy może też ją skomentować. Struktura Indymediów jest niehierarchiczna (w praktyce istnieją jednak hierarchie ze względu na kontrolę zasobów fizycznych [serwerów] czy finansowych). Każdy może publikować jak również każdy, oprócz członków partii i pracowników korporacji, może stać się uczestnikiem zespołów koordynujących lokalne IMC czy też podejmujących decyzje dotyczące całej sieci ośrodków. Przewodnią ideą Indymediów jest to, że niehierarchicznie zorganizowane, otwarte grupy mogą lepiej funkcjonować niż zamknięte zespoły specjalistów.

Indymedia zasłynęły z bardzo ciekawych i dokładnych relacji z różnorakich protestów alterglobalistycznych czy ataku na WTC z 11 września 2001 roku. Relacje dziennikarzy amatorów publikujących w Indymediach często są bardzo unikalne – np. podczas kryzysu ekonomicznego w Argentynie 2001 roku w serwisach zamieszczano dokładne sprawozdania odnośnie działalności grup opozycyjnych. Żadne inne medium spoza Ameryki Południowej nie zbliżyło się do tego poziomu relacjonowania. Mimo to jednak Indymedia to przykład amatorskiego dziennikarstwa mocno krytykowanego, szczególnie za tendencyjność i subiektywność jak również potencjalną nierzetelność wiadomości.

Z oczywistych względów nierzetelne są informacje będące innym przykładem skrajnych serwisów amatorskich. Są to coraz bardziej popularne serwisy z fałszywymi wiadomościami. Jednym z najdłużej działających, bo od 1996 roku, jest amerykański Onion.com (http://www.theonion.com/content/index). Każdego dnia pojawiają się tam fałszywe wiadomości z takich dziedzin jak polityka, sport, rozrywka, biznes czy nauka. W tym założonym przez dwóch studentów serwisie, wiadomości mają prześmiewczy i satyryczny charakter. Przykładowe nagłówki to: „Prezydent Bush poddany został fali druzgocącej krytyki za to, że nie modlił się zbyt gorliwie” lub „Korea Północna atakuje się bronią jądrową w desperackiej próbie zwrócenia na siebie uwagi”. Serwis ten jako jeden z pierwszych odważył się przedstawić w satyrycznym świetle nawet takie wydarzenia, jak atak terrorystyczny z 11 września. Co więcej, cieszy się on niesłabnącą popularnością oraz odwiedzany jest przez ogromną ilość użytkowników (około 3 miliony tygodniowo).

Fałszywe newsy to zjawisko istniejące również w tradycyjnych, oficjalnych mediach. Występują one dość nagminnie w tabloidach, ale też raz do roku (prima aprilis) umieszczane są w poważniejszych mediach. Jednak to dopiero sieć spowodowała ich pełny rozkwit, umożliwiła bowiem ich produkcję przez pełnych pomysłów amatorów. Obok wspomnianego Onion.com istnieje mnóstwo innych serwisów tego typu, takich jak choćby SatireWire, BrokenNewz.com, NewsHax.com, TheSpoof.com, FNN247.com czy polski Nowy Pompon. Co ciekawe na te fałszywe wiadomości bardzo często nabierają się oficjalne media. Przykładowo popularna gazeta chińska powtórzyła za Onion.com wiadomość o przeprowadzce amerykańskiego kongresu (Z Waszyngtonu do Charlotte w Karolinie Północnej) (Szubrycht, 2006).

Amatorskie dziennikarstwo internetowe może zatem przyjmować formy satyryczne. Nie są to jednak tylko fałszywe wiadomości, ale także prześmiewcze teksty, rysunki czy zdjęcia. Sieć jest dla nich środowiskiem naturalnym, także w Polsce, gdzie znaleźć można różne serwisy satyryczne, np. JoeMonster. Żarty są czasem mało wybredne (odwołują się, np. do postury polityków), czasem bardziej wysublimowane (np. cykl prezentujący dzieła malarskie z wizerunkami polityków), nierzadko nawiązują do popkultury (Czubaj, 2006).

Ukazana przeze mnie internetowa dziennikarska anarchia to odmiana dziennikarstwa obywatelskiego. Civic journalism to koncept w Stanach Zjednoczonych znany już od dawna, a ostatnio zdobywający coraz większe uznanie także w Polsce. Odnosi się on do dziennikarstwa uprawianego przez zwykłych ludzi. Jest to „dziennikarstwo odpowiedzialne, które ma za zadanie dostarczać wszelkiej informacji i analizy otaczającej rzeczywistości, przede wszystkim tej lokalnej, najbliższej mieszkańcom, tak by wraz z dziennikarzami poczuli się wspólnotą odpowiedzialną za wspólny teren, wspólne problemy” (Żelaszczyk, 2005).
Co ważne dziennikarstwo to staje się istotnym narzędziem budowania społeczeństwa obywatelskiego. Narzędziem takim jest również dziennikarska anarchia. Co więcej, jest to, w związku ze stałym rozwojem Internetu, narzędzie coraz bardziej istotne. Amatorskie dziennikarstwo internetowe jest ogromną szansą dla rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, którego punktem wyjścia jest samorealizujący się, autonomiczny obywatel. Społeczeństwo obywatelskie to bowiem zespół różnego rodzaju dobrowolnych, spontanicznych, oddolnych inicjatyw obywatelskich, które wolne są od jakichkolwiek nacisków państwowych czy biznesowych. Tym właśnie są zjawiska z zakresu dziennikarskiej anarchii, które doskonale zapobiegają bierności społecznej hamującej powstawanie społeczeństwa obywatelskiego.

Równie istotne ze względu na powstanie tego społeczeństwa jest to, że Internet i amatorskie dziennikarstwo to niemal nieograniczona wolność, możliwość publikacji różnych, często nawet bardzo skrajnych treści. Jest to ważne, jeśli popatrzymy na jeden z elementów konstytuujących społeczeństwo obywatelskie, a mianowicie pluralizm światopoglądowy i tolerancję wobec różnych, odmiennych poglądów czy stylów życia. Dzięki prezentowaniu na łamach Internetu różnorodnych treści, możliwe jest, korzystne dla rozwoju społeczeństwa obywatelskiego, zaistnienie sprzecznych interesów różnych grup społecznych.

Amatorskie dziennikarstwo internetowe pozytywnie wpływa na rozwój społeczeństwa obywatelskiego z jeszcze jednego powodu. Chodzi o ogromną interaktywność nieprofesjonalnego dziennikarstwa, poprzez którą sprzyja ono różnorakim dyskusjom oraz inicjacji publicznej debaty. Rozbudzana jest zatem w znacznym stopniu postawa obywatelska czyli postawa zainteresowania sprawami wspólnymi. Można stwierdzić, że działania z zakresu dziennikarskiej anarchii internetowej wzmacniają łączność z tym, co liczy się w życiu ludzi – włącznie z polityką, ekonomią czy sprawami społecznymi.

Wpływ amatorskiego dziennikarstwa na rozwój społeczeństwa obywatelskiego już dzisiaj jest znaczący, a co ważniejsze, wydaje się, że będzie on coraz większy. Twierdzi tak chociażby Dan Gilmor, miłośnik i propagator nieprofesjonalnego dziennikarstwa blogowego oraz autor słynnej już książki We the Media (http://studentnews.pl/serwis.php?s=25&pok=7845). Używa on na określenie amatorskiej działalności dziennikarskiej pojęcia grassroot journalism, które tłumaczyć można jako dziennikarstwo oddolne. Jak wskazuje Gilmor może ono być w demokratycznym systemie czymś niezwykle ważnym. Może to być swoista piąta władza patrząca na ręce zarówno organom rządowym jak i biznesowi, a co więcej również czwartej władzy, czyli oficjalnym komercyjnym mediom (jakże często uwikłanym w nieformalne układy ze światem polityki i biznesu). Amatorzy mogą poprzez sieć odmienić charakter uprawianego dziennikarstwa, do tej pory całkowicie zmonopolizowanego przez oficjalne media. Dzięki amatorom zatarciu ulegnie granica między nadawcami a odbiorcami informacji. Sieć bowiem jest miejscem, w którym usłyszeć będzie można głos każdego człowieka.

Dziennikarska anarchia z całą pewnością ma dobry wpływ na społeczeństwo obywatelskie. To dzięki niej zwykli ludzie mogą uczestniczyć w procesie tworzenia informacji, zarezerwowanym dotąd dla profesjonalnych wydawców i dziennikarzy. Takie cechy internetowego dziennikarstwa amatorskiego jak jego ahierarchiczność, różnorodność oraz całkowita wolność pod względem publikowanych treści, pozytywnie wpływają na społeczeństwo obywatelskie, a szczególnie na takie jego elementy jak aktywność obywateli, pluralizm, zaistnienie publicznej debaty czy rozbudzanie postawy obywatelskiej. Co równie ważne, amatorskie dziennikarstwo wolne jest od wszelkich nacisków ze strony polityków, biznesu czy oficjalnych mediów, nikt nie selekcjonuje zamieszczanych informacji. Stwierdzić zatem należy, że zmieniając przepływ informacji z jeden do wielu na wielu do wielu, internetowa dziennikarska anarchia jest ogromną szansą dla społeczeństwa obywatelskiego.

Bibliografia:
1. Castells M., Galaktyka Internetu: refleksje nad Internetem, biznesem i społeczeństwem, Poznań 2003.
2. Czubaj M., CyberSamizdat, [w:] Polityka, nr 12 (2547), 25 marca 2006, str. 28 – 30.
3. Górak M., Czy (i kiedy) Internet pożre inne media?, http://www.idg.pl/news/89585.html.
4. Halleck D., Indymedia: Building an International Activist Internet Network,
http://newmedia.yeditepe.edu.tr/pdfs/isimd_04/12.pdf. 2004
5. Olszański L., Dziennikarstwo internetowe, http://studentnews.pl/serwis.php?s=25&pok=7841.2006
6. Meller A., Globalna wioska w liczbach, Internet Standard,http://www.internetstandard.pl/news/85065.html. 2005b , listopad
7. Meller A., Obywatel dziennikarz,
http://media.wp.pl/kat,43276,wid,8093705,wiadomosc.html?P%5Bpage%5D=1. sierpień 2005a
8. Robak M., Dziennikarstwo internetowe, http://www.waw.org.pl/internet_skrypt.pdf. 2005
9. Szybilska I., Salam Pax, Blog z Bagdadu – zapiski tajemniczego Irakijczyka, 2005
http://www.swps.edu.pl/new_www/neareast/bw1_1092926150/_1092940406_iszybilska.html.
10. Szubrycht J., Bujda News [w:] Przekrój, nr 06/3164, 9 lutego 2006.
11. Weblogi kolektywne, dziennikarstwo społeczne, http://studentnews.pl/serwis.php?s=25&pok=7845.
12. Żelaszczyk M., Media przeciwko przemocy, http://www.epr.pl/czytelniatrzy.php?id=65&itemcat=1.