Dzień bez kupowania w Krakowie 5 XII 2010, czyli „kupuj mniej, żyj więcej”

Dzień bez kupowania w większości krajów zachodnich odbywa się pod koniec listopada. W tym roku jednak w Krakowie zorganizowano go w pierwszą niedzielę grudnia, tuż przed mikołajkami, kiedy gorączka zakupowa szczególnie się nasila. Krakowska akcja dotyczyła głównie świadomej konsumpcji, więc tak naprawdę nie było ważne, jaka data została wybrana na protest – obecnie konsumowanie w Unii Europejskiej i w Stanach Zjednoczonych osiąga taką skalę, że akcje dotyczące świadomej konsumpcji powinny właściwie odbywać się codziennie.

W Polsce poziom konsumpcji systematycznie zwiększa się w związku z rozwojem ekonomicznym. Załapaliśmy się do Unii, mamy więc szansę podskoczyć na trochę wyższy szczebel drabiny rozwoju (jak powiedziałby Sachs), coraz częściej mamy też możliwość konsumowania na niemal zachodnim poziomie (dzięki zachodnim supermarketom i korporacjom, które otwierają u nas swoje oddziały). Jednak także za sprawą zachodu, pojawiła się u nas idea świadomej konsumpcji. To właśnie w zachodnich supermarketach najłatwiej znaleźć w miarę tanie, biodegradowalne środki czystości i kosmetyki, niekiedy nawet produkty sprawiedliwego handlu, czy towary nie testowane na zwierzętach itd. Dużo droższe są sklepiki naturalne, ekologiczne, ze zdrową żywnością. Mamy więc do czynienia z porażającym paradoksem świadomej konsumpcji w supermarkecie. Niewielu stać na inną. W związku z tym, osób, które konsumują (i żyją) świadomie bez szkody dla ludzi, zwierząt i środowiska jest tak mało, że w zasadzie niewiele dzięki nim się zmienia.

Łatwo jednak wyobrazić sobie jak mógłby wyglądać nasz świat, gdyby każda osoba żyjąca w kraju dobrze rozwiniętym ekonomicznie, podczas robienia zakupów, brała pod uwagę przede wszystkim warunki w jakich został wytworzony dany produkt oraz jego przydatność i szkodliwość (czy został wyprodukowany z poszanowaniem praw człowieka i praw pracowniczych bez zanieczyszczania środowiska, bez krzywdzenia zwierząt). W takim świecie nie istniałyby plastikowe reklamówki, większość opakowań produktów byłaby możliwa do utylizacji; w związku z tym zanieczyszczenie środowiska mogłoby się znacznie zmniejszyć. Co więcej, przypadki łamania praw człowieka i praw pracowniczych w fabrykach zaczęłyby należeć do rzadkości. Produkowałoby się mniej, a wykorzystanie energii odnawialnej zaczęłoby być stosowane na coraz większą skalę. W miastach byłoby mniej aut, więcej rowerów. Być może bylibyśmy nawet bardziej szczęśliwi, bo idąc za rozumowaniem Roberta H. Franka mielibyśmy więcej czasu na inconspicuous consumption (konsumpcję nie rzucająca się w oczy), dzięki której faktycznie poprawia się nasze samopoczucie. Konsumpcja nie rzucająca się w oczy (w odróżnieniu od konsumpcji na pokaz) to m.in. relokacja naszego czasu i pieniędzy – jeżeli nie chcemy kupować nowego auta, drogich gadżetów ani jechać na wczasy z biurem podróży na Ibizę itp. to możemy mniej pracować i więcej czasu spędzać z rodziną, przyjaciółmi, tudzież na łonie natury. Z konsumpcją nie rzucającą się w oczy wiążą się także takie dobra, jak bezpieczeństwo zatrudnienia, świadczenia socjalne, czy np. możliwość przemieszczania się po mieście bez stania w korkach. Są to dobra, których brakuje, a które wpływają na nasze poczucie relatywnego szczęścia. Współczesne wzory konsumpcji w krajach najbogatszych znacząco ciążą jednak w kierunku konsumpcji na pokaz (czyli duży dom na przedmieściach, drogie auto, plazma itd.), dzięki której, jeżeli wierzyć Frankowi, nie stajemy się szczęśliwsi (wg statystyk, na które się powołuje, w krajach rozwiniętych z wciąż rosnącą konsumpcją nie rośnie poziom subiektywnego dobrego samopoczucia). Co więcej, konsumpcja na pokaz dramatycznie przyczynia się do degradacji środowiska i do podtrzymania układu ekonomicznego w ramach którego najbiedniejsi są najbardziej wyzyskiwani.

Według obrazowych wyliczeń Reesa (koncepcja ‚ecological footprint’), gdyby wszyscy mieszkańcy Ziemi konsumowali tyle co Amerykanie, potrzebowalibyśmy jeszcze kilku dodatkowych planet takich jak nasza, aby wystarczyło nieodnawialnych zasobów, na których opiera się cały dobrobyt krajów rozwiniętych. Europejczycy nie pozostają daleko w tyle za Amerykanami – choć konsumują mniej, to gdyby wszyscy konsumowali na takim poziomie, nadal byłoby to zbyt dużo do udźwignięcia dla jednej takiej planety jak nasza.

Świadoma konsumpcja to tylko jedna kwestia. Dużo ważniejsze wydaje się obchodzenie dnia bez kupowania w sensie dosłownym przez większość dni w roku. Ile kupujemy niepotrzebnych rzeczy w ciągu roku? A ile w ciągu tygodnia? Co jest nam naprawdę potrzebne? Moglibyśmy się przecież spokojnie obyć bez większości kosmetyków, bez większości ubrań, które zmieniamy wraz z modą, bez gadżetów elektronicznych (których produkcja się zwiększa, a ceny i jakość maleją – przez co większość z nich szybko trafia na wysypiska śmieci) itd. Ilu z nas mogłoby się obejść bez samochodów? Bez latania samolotami?

Codzienna konsumpcja jest jedną z niewielu dziedzin naszego życia, w której możemy podejmować autentycznie ważne decyzje dla nas i dla otaczającego nas świata. Nie warto czekać na zmianę trendu w światowej ekonomii, jeżeli w ogóle jest szansa na to, że ona nastąpi. Na nas wszystkich, jako konsumentach, spoczywa ogromna odpowiedzialność, z której istnienia wielu nie zdaje sobie sprawy.

 

Frank R. H.(2008) Jak nie kupować szczęścia. [w:] Sztompka P., Bogunia – Borowska M. (red.) Życie codziennetemat najnowszej socjologii. Wydawnictwo Znak: Kraków, pobrano [8 grudnia 2010] http://www.springerlink.com/content/w461gq763gq2q83j/

Sachs J. (2006) Koniec z nędzą. Zadanie dla naszego pokolenia. Wydawnictwo Naukowe PWN: Warszawa,

http://www.myfootprint.org/