Dlaczego ekonomię można uznać za naukę podobną fizyce?

Autor: Bartłomiej Baryła

 

Ekonomia ma swój aparat pojęciowy, który w warunkach równie sztucznych, w jakich operuje matematyka daje równie niepodważalne wnioski z równie abstrakcyjnych i idealnych przesłanek. Chcąc porównywać te nauki należałoby porównać fizykę do ekonomii teoretycznej, która zajmuje się takimi pojęciami i wzajemnymi zależnościami jak konsument idealnie poinformowany, który istnieje poza czasem i kulturą oraz dokonuje wyborów optymalizujących jego dobrostan, do którego takowy konsument nieustannie dąży.Na łamach Gazety Wyborczej pomiędzy panami: Witoldem Gadomskim, Sławomirem Sierakowskim oraz Jackiem Żakowskim, toczy się dyskusja o miejscu ekonomii w naszym życiu i sposobach jej nauczania. Pośród spierających się publicystów znajdują się dziennikarze, których zdanie szanuję i zawsze biorę pod uwagę w kształtowaniu moich własnych opinii. Spór zszedł z głównej osi, która dotyczyła stricte sposobów nauczania ekonomii i środków, które na to są przeznaczane przez NBP. Zszedł na tematy, w których osoba zajmująca się ekonomią co najwyżej amatorsko, lecz posiadająca pewną wiedzę w zakresie socjologii nauki, może dorzucić swoje trzy grosze. Artykuł, który szczególnie zainspirował mnie do napisania tej repliki to tekst „Czy ekonomia to nauka?”, w którym Jacek Żakowski polemizuje z Witoldem Gadomskim. Spór dotyczy sprawy podstawowej i nienowej we współczesnym dyskursie naukowym. Niezgodność opinii polega na tym, czy ekonomia to taka sama nauka jak fizyka, czyli szerzej czy natura nauk „przyrodniczych” jest taka sama jak nauk społecznych.

Nie chcąc powielać sporu, który toczy naukę od przynajmniej XIX wieku, czyli od czasów Comte’a i Milla, chcę skupić się na pewnym aspekcie problemu, który doskonale został ukazany w argumentach przytaczanych na obronę stanowiska redaktora „Polityki”. Chodzi o pomieszanie poziomów i zakresów, jakich tyczą się argumenty przytoczone przez spierające się strony.

Redaktor Żakowski pisze o pewności, którą zapewniają „prawdziwe nauki”. Pewność istnieje, niestety, wyłącznie w matematyce. Fizyka będąca emanacją matematyki w świecie przyrody traci część tej pewności. Dlatego właśnie wciąż nie potrafimy mimo doskonałych, bezmała, instrumentów badawczych określić wielu fizycznych wielkości ze świata natury. Nie przeszkadza nam to jednak posługiwać się fizyką czy chemią w naszym życiu zawodowym.

Pomieszanie poziomów następuje przy kolejnym poziomie analizy. Tak jak matematyka (czy fizyka teoretyczna) operuje w sztucznym i nieistniejącym świecie platońskich idei, a fizyka, chemia, biologia w świecie rzeczywistym tak ekonomia operuje już na poziomie relacji społecznych, które są najwyższym poziomem, na jaki nauka dociera. Fizyka na tym poziomie może być reprezentowana (a i to nie doskonale) przez medycynę albo meteorologię.

Ekonomia ma swój aparat pojęciowy, który w warunkach równie sztucznych, w jakich operuje matematyka daje równie niepodważalne wnioski z równie abstrakcyjnych i idealnych przesłanek. Chcąc porównywać te nauki należałoby porównać fizykę do ekonomii teoretycznej, która zajmuje się takimi pojęciami i wzajemnymi zależnościami jak konsument idealnie poinformowany, który istnieje poza czasem i kulturą oraz dokonuje wyborów optymalizujących jego dobrostan, do którego takowy konsument nieustannie dąży.

Z drugiej strony: czyż meteorologia nie opiera się wyłącznie na fizyce i chemii? Czy dzięki tym tak dobrze rozwiniętym naukom nie możemy przewidywać pogody na 3 dni w przyszłość? Niestety nie. Nie wiemy, jaka będzie pogoda jutro i tak samo nie wiemy, jaki jutro będzie kurs dolara czy euro. Możemy jednak w obu przypadkach stwierdzić, że stan jutrzejszy będzie z 70% pewnością taki jak dzisiejszy i z 50% pewnością, że taki jak wczorajszy.

Autor przypomina też o teorii Kuhna o rozwoju nauki, która dotyczyła początkowo nauk przyrodniczych, ale okazała się niezwykle użytecznym narzędziem dla nauk humanistycznych, wskazując na wieloparadygmatyczności ekonomii, czyli de facto stanu „przednaukowości”. Ekonomia jest tylko pozornie w tym samym stanie, co na przykład socjologia (gdzie nie ma zgody nawet co do pojęć podstawowych). Nikt nie kwestionuje takich pojęć jak rynek, podaż, popyt, marka, dochód. To są pojęcia, wokół których budowane są różne weryfikowalne hipotezy i których istnieniu nikt nie zaprzecza. Ktoś mógłby zarzucić, że zależność pomiędzy np. ceną a popytem nie jest tak prosta i dochodzi do paradoksów w warunkach nietypowych. Zdarza się mianowicie, że dzięki wzrostowi cen dochodzi do zwiększenia popytu na dany produkt. Fizyka nie jest jednak tu inna. W pewnych atypowych warunkach ciśnienia, temperatury i gęstości ciała stałe mogą utracić swoją strukturę nie tracąc właściwości, woda nie zamarza w temperaturze 0 stopni Celcjusza, a gotuje się już przy 20 stopniach.

Jacek Żakowski stwierdza, że „Gdyby istniała, [ekonomia jako nauka] ekonomiści mogliby naukowo – czyli bezbłędnie lub z określonym prawdopodobieństwem – przewidzieć cykle koniunktury, kursy walut, stopy bezrobocia i wzrostu gospodarczego. Mogliby powiedzieć, o ile większy będzie za 20 lat dochód narodowy, jeśli zmniejszymy podatki o 20 proc.” Nie mogą tego zrobić w ten sam sposób, w jaki lekarz nie jest w stanie przewidzieć stanu pacjenta za 20 lat a meteorologia stanu pogody za 3 godziny. Zbyt wiele czynników, zmiennych. Jedyną pomocą w tak długich prognozach jest teoria chaosu, czyli przyznanie się, że „wiem, że nic nie wiem”. Zbyt wiele należy wziąć pod uwagę a nawer drobne różnice w warunkach wyjściowych dają diametralnie odmienne wyniki. Teoria ta jest aktualna we wszelkich naukach, które się „stosuje”, i w których liczba czynników przerasta nasze wspóczesne możliwości poznania.

Na wstępie pada argument, który miał na celu, zapewne, wyśmianie ewentualnych obrońców ekonomii jako nauki „ścisłej”. Autor twierdzi, że ekonomia nie zaoferowała żadnych bezspornych rozstrzygnięć, w przeciwieństwie do fizyki, biologii czy chemii. „Nawet tak prostą kwestię, jak optymalna wysokość stóp procentowych, rozwiązuje się w głosowaniu ekonomistów z Rady Polityki Pieniężnej. Czy jest do pomyślenia, by w głosowaniu ustalać temperaturę, w której woda stanie się lodem?”, pyta redaktor Żakowski. A czy jest do pomyślenia, aby to czy coś jest chorobą czy nie ustalać podczas glosowania? Te zależności w naukach społecznych dobrze pokazuje artykuł „Świat po Stonewall”, opublikowany na tym forum.