Dlaczego chleba a nie igrzysk?

Dlaczego chleba a nie igrzysk?

Rozpoczęcie wyczekiwanego od miesięcy Euro 2012 już za nami. Emocje rosną – zarówno wśród zapalonych kibiców jak i przeciwników.

Pomimo prośby polskich polityków o jedność narodową i pokazanie się od jak najlepszej strony zachodnim turystom, wiele grup próbuje wykorzystać tę sytuację, aby wreszcie zostać usłyszanymi.

Przyczyny.

Od kilku lat grupy wolnościowe dokonują zwrotu w stronę kwestii miejskich. Coraz więcej inicjatyw odnosi się bezpośrednio do działalności samorządu, ponieważ działanie na poziomie lokalnym pozwala nie tylko wprowadzić w życie wyznawane ideały, ale obserwować efekty swoich działań.

Inspiracją do obrania tego kierunku działania była oczywiście analiza otaczającej rzeczywistości i chęć zawężenia współpracy z lokalną społecznością. W Poznaniu bezpośrednim impulsem stał się kryzys związany z możliwością eksmisji Rozbratu – centrum wolnościowego. Działacze i działaczki zamiast odwoływać się do wartości kulturalnej skłotu, zwrócili uwagę na szerszą kwestię podejmowania decyzji w mieście, gospodarowania przestrzenią i budżetem.

Euro katalizatorem stosunków społecznych?

Dlatego to właśnie Poznań zdecydował się na organizację ogólnopolskiej demonstracji w 3 dzień trwania Euro 212. Polsko-ukraińskie mistrzostwa to nie pierwszy raz, kiedy ruch społeczny wykorzystuje imprezę masową do zwrócenia uwagi na palące problemy. Takie akcje mogą mieć miejsce przed podjęciem decyzji o organizacji wydarzenia, rozwijając debatę na temat sensowności podejmowanych przez państwo działań lub po – starając się przeciwdziałać mechanizmom związanym z przygotowaniem imprezy (jak na przykład wypychanie grup społecznych na peryferia; likwidacja slumsów w RPA czy ubogich osiedli w Pekinie). Czas samego przedsięwzięcia jest okazją do postawienia pewnych problemów społecznych i rozwinięcia nowej debaty.

Takie wydarzenie jest momentem skupienia uwagi medialnej i siły politycznej. Chociaż prezydent i premier wzywają do zaprzestania protestów i jedności narodowej, wiele grup chcę wykorzystać okazję do zaprezentowania swoich racji. Ogromne wydatki na infrastrukturę, które pociągają za sobą liczne cięcia w transporcie, edukacji czy usługach publicznych, zwróciły uwagę na antyspołeczną politykę władz miejskich.

Jednak czy ogólnopolskie wydarzenia, będące dla wielu osób dumą narodową, stanie się płaszczyzną mogącą połączyć wiele grup? Czy uda się przezwyciężyć partykularne interesy i rozpocząć działania o wspólne prawo do miasta?

O prawo do miasta.

Coraz częściej przywoływana idea zakłada wspólnotę interesów wszystkich mieszkańców i mieszkanek miast, pomimo początkowo różnych priorytetów. Walka o realizację sprzecznych czasem potrzeb może znaleźć swój wspólny mianownik w ruchu domagającym się jednego prawa zawierającego w sobie wszystkie pozostałe – prawa do miasta, w którym żyje się dobrze. Takie podejście pozwala na stworzenie platformy o silniejszej przewadze strategicznej. Pozwala też spojrzeć na miasto całościowo, z uwzględnieniem kierujących nim mechanizmów.

Ostatnie miesiące pokazują w Polsce liczne próby budowania tego typu sojuszy. Warszawska walka o skłoty czy bar Prasowy. Krakowska Inicjatywa na Rzecz Prawa do Miasta powstała podczas okupacji Rynku Głównego. Jutrzejsza demonstracja w Poznaniu… Próba wyjścia poza swoje partykularne interesy, zrozumienie cudzych potrzeb i dyskusja oparta na zasadach partycypacyjnych jest trudna, ale nie niemożliwa. To nauka obywatelstwa w praktyce oraz sposób na przekucie protestu w konstruktywną alternatywę. W jaką stronę pójdzie ruch miejski w Polsce? Zobaczymy a tymczasem zapraszam jutro do Poznania – Chleba zamiast Igrzysk!