http://g.gazetaprawna.pl/p/_wspolne/pliki/554000/554475-.jpg

Dlaczego artykuły prasowe znalazły się pod lupą?

Sondaż goni sondaż. Gazety prześcigają się w newsach popartych badaniami opinii publicznej. Jednak czy to, co do nas trafia jest odzwierciedlaniem opinii Polaków czy może dziennikarską manipulacją?
O tym, dlaczego nasze sondaże potrzebują strażników w rozmowie z Agnieszką Sochacką członkinią grupy Na Straży Sondaży.

Skąd pomysł na utworzenie grupy Strażników Sondaży?

Z jednej strony mieliśmy poczucie, że badania opinii publicznej nie są prezentowane w odpowiedni sposób, a z drugiej, że społeczne zaufanie do sondaży ciągle spada. Dlatego połączyliśmy niewielką grupę socjologów w projekt, który codziennie śledzi artykuły spośród 13 tytułów prasowych o największym nakładzie z wykluczeniem tabloidów.

Czyli sami nie ufacie sondażom?

Zupełnie nie chodzi o to, że my sondaże negujemy, a firmy sondażowe traktujemy, jako oszustów, którym zależy tylko na pieniądzach. Nie, choć na Polskim rynku na pewno znalazłoby się kilka nieprofesjonalnych sondażowni. Naszym celem było zwrócenie uwagi na to, że zaufanie do sondaży gdzieś zostało zniszczone. To nie badania są złe, ale sposób ich cytowania. Sondaże są powoływane przy wielu artykułach, a jednocześnie pomijane są tak znaczące kwestie, które umożliwiałyby czytelnikowi samodzielną interpretację. Media nie informują odbiorcy o jakości przeprowadzonego sondażu, tym samym nie dają mu szansy na własną ocenę cytowanego badania: czy jest ono rzetelne i czy można się faktycznie na nie powoływać.

Co mogłoby pomóc czytelnikowi samodzielnie ocenić i zinterpretować sondaż, a czego obecnie w prasie brakuje?

Jest to chociażby nota metodologiczna, w której czytelnik otrzymuje podstawowe informacje dotyczące cytowanego badania.

Co powinno się znajdować w takiej nocie?

Nasze oczekiwania oparliśmy na tekstach opublikowanych przez prof. Antoniego Sułka i wyłoniliśmy 7 podstawowych kryteriów, które powinny być uwzględniane w nocie przy każdym artykule z cytowanym sondażem. Po pierwsze jest to źródło cytowanych danych. Warto wiedzieć, na jaką sondażownie dziennikarz się powołuje, ponieważ ona sama w sobie ma już swój prestiż lub przeciwnie, jest nikomu nieznaną firmą. Następnie to informacje o liczebności próby oraz o sposobie doboru respondentów, np. czy był to dobór losowy czy kwotowy. Po czwarte należy podać technikę zbierania informacji. Czy były to ankiety przeprowadzane bezpośrednio czy może za pomocą komputera lub telefonicznie. To także pomoże ocenić czytelnikowi rzetelności badania. Bardzo istotna jest informacja o rodzaju badanej populacji. Czy badani byli wszyscy Polacy czy tylko grupa wyłoniona ze względu na wiek, płeć lub deklarację uczestnictwa na przykład w wyborach.

Dopiero wtedy mamy wiedzę, na podstawie czego i na podstawie jakiego wycinka informacji wnioskujemy. Nie można pominąć także terminu przeprowadzonego badania. Weźmy sondaż dotyczący kwestii zapłodnienia In vitro. Jego wyniki mogą być diametralnie różne, kiedy przeprowadzi się badania w momencie zagorzałej dyskusji publicznej, od tych przeprowadzonych w momencie niepopularności i niemedialności tego tematu. No i ostatnie kryterium to podanie dokładnego brzmienia pytania głównego, na którym opiera się artykuł. Różne pytania mogą być różnie interpretowane, dlatego należy pozwolić dokonać tej interpretacji czytelnikowi, a nie podawać mu tylko interpretacje dziennikarską.

Czy czytelnik będzie wstanie zrozumieć notę metodologiczną?

Oczywiście zdajemy sobie sprawę z tego, że nie dla wszystkich informacja o tym, że badanie zostało przeprowadzone na reprezentatywnej grupie tysiąca osób, czy że jej dobór był kwotowy, może wiele wnosić. Jednak od czegoś należy zacząć i od tego wyszliśmy. Teraz w związku z tym, że pojawiliśmy się już w przestrzeni publicznej, będziemy podejmować dalsze kroki, aby nie tylko zwracać uwagę dziennikarzom na błędy w cytowaniu sondaży, ale aby oni sami w podawanych wynikach wskazywali na pewne czynniki badania, które sprawiają, że jego wyniki są akurat takie a nie inne.

Całą odpowiedzialność za kształt sondaży w artykułach ponoszą dziennikarze?

Absolutnie nie zrzucamy całej odpowiedzialności na dziennikarzy. Z jednej strony pamiętamy o tym, że ten zawód polega w dużej mierze na robieniu newsów oraz także, że nie zawsze dziennikarz ma możliwość umieszczenia wszystkich informacji, chociażby ze względu na ograniczoną liczbę znaków. Z drugiej strony są firmy badawcze ograniczone kosztami. Prawda jest taka, że aby zrobić rzetelne badania trzeba mieć na nie pieniądze. Gazeta, która chce mieć dane na wyłączność, jednocześnie nie jest w stanie wydać dużej kwoty na rewelacyjny sondaż. Dodatkowo jeszcze dochodzi polityka, gdzie pewne grupy mają interes w tym, żeby dany sondaż przedstawić tak a nie inaczej. To wszystko ma wpływ, jednak nie można też dziennikarzy nazbyt usprawiedliwiać. Przecież misja socjologów i misja dziennikarzy jest ideowo bardzo do siebie zbliżona. W związku z tym, jeżeli są wahania w sondażach i występują różnice jednoprocentowe to nie róbmy z tego newsa, bo przy błędzie statystycznym ok. 3% to naprawdę nie ma znaczenia. Po co więc takie newsy robić?

Czyli jednak prasa specjalnie manipuluje treścią?

Nie chcę mówić, że prasa manipuluje danymi, ponieważ nie mnie tak naprawdę oceniać przyczyny i winnych nieścisłości sondażowych ukazywanych w mediach. Nam zależy na tym, że jeśli już w jakimś artykule dziennikarz powołuje się na badania opinii publicznej, to żeby robił to rzetelnie, według standardów umożliwiających samodzielną interpretację i ocenę prawdziwości badania. Dodatkowo autorytety naukowe, które udzielają głosu do danego artykułu muszą też mieć dokładne informacje, co do cytowanego sondażu, bo niestety bardzo często komentują coś nierzetelnego nawet o tym nie wiedząc. Wszystko to wpływa na spadek zaufania społecznego do badań opinii publicznej, co działa na niekorzyść nas wszystkich. Żyjąc w państwie demokratycznym mamy prawo do śledzenia opinii publicznej i wiedzy, co na interesujący nas temat myśli większość. Dlatego, mimo krytycznego podejścia, nie stoimy w opozycji do dziennikarzy tylko chcemy współpracować.

Czy przedstawiciele prasy są zainteresowani współpracą z Na Straży Sondaży?

Mówiąc szczerze początki były mozolne. Nie było łatwym zadaniem dotarcie do dziennikarzy i nawiązanie z nimi współpracy. Szczególnie, że my nie chcieliśmy iść z nimi na wojnę. Wyszliśmy z inicjatywną pomocnej dłoni. Gdy znaleźliśmy artykuł, w którym pojawiły się jakieś błędy lub nieścisłości, które wyodrębnialiśmy za pomocą tych 7 kryteriów oraz kryteriów dodatkowych, wtedy pisaliśmy do autora, co jest źle i co należy poprawić, aby cytowany sondaż był bardziej rzetelny dla odbiorcy. Dodatkowo w mailu tłumaczyliśmy, dlaczego umieszczenie tych danych jest tak istotne oraz proponowaliśmy swoją pomoc i konsultacje gdyby autor w przyszłości miał podobne problemy w cytowaniu badań.

Wszystko podsunięte pod nos wystarczy odpisać…Odpisywali?

Nie. Spotkaliśmy się początkowo z zupełną ignorancją, przez co mieliśmy wrażenie, że nasza działalność skupia tylko wąskie grono specjalistów i nie wyjdzie poza jego ramy. Dziennikarze po prostu naszych maili nie czytali, a nawet, jeśli czytali to nie odpisywali. Przeszliśmy, więc do kontaktu bardziej bezpośredniego. Została stworzona lista dziennikarzy najczęściej powołujących się na sondaże, którą zaczęliśmy uzupełniać o numery telefonów.

Przełom?

Przełom nastąpił niewątpliwie w maju. Kiedy zorganizowaliśmy debatę „Sondażom nie wierzysz?” w Instytucie Socjologii UW. Wtedy udało nam się skontaktować i zaprosić wielu dziennikarzy. Nie wszyscy przyszli jednak frekwencja i tak nas bardzo mile zaskoczyła. Jedną z prelegentek, oprócz przedstawicieli naukowych, była dziennikarka „Rzeczpospolitej” Eliza Olczyk, która w naszym rankingu opublikowała najwięcej artykułów powołujących się na sondaż, a także przedstawiciel firmy sondażowej Millward Brown. Dzięki debacie okazało się, że dziennikarze bardzo pozytywnie reagują na naszą inicjatywę, są zainteresowani naszymi rankingami i gotowi do współpracy. Wystarczyło znaleźć sposób na kontakt z nimi i gdzieś to dalej się ruszyło. Na naszym funpage oraz stronie internetowej znacznie wzrosła aktywność internautów. Nasze teksty są komentowane zarówno przez zwykłych czytelników jak i specjalistów. Także ośrodki badawcze takie jak CBOS udzielają się w dyskusji. Ciągle napływają do nas prośby o analizę konkretnych artykułów, które czytelnikom wydały się nie do końca poprawne oraz, co nas bardzo cieszy, strona internetowa, na której zamieszczamy nasze artykuły zaczęła gromadzić coraz większą liczbę dyskutantów. W niedługim czasie napisał o nas także „Newsweek” czy portal „naTemat”.

„Newsweek” pochwalił się w jednym ze swoich artykułów, że jest „najbardziej rzetelnym tytułem prasowym pod kątek prezentowania wyników badao, które ogłosiła grupa analityków z Na Straży Sondaży”.

Zgadza się. W naszym rankingu Newsweek zdobył pierwsze miejsce, chod tytuł najrzetelniejszej gazety brzmi może nazbyt szczytnie. Według kryteriów, jakimi oceniamy artykuły z sondażem Newsweek zdobył najwięcej punktów, choć i tak jest to niecałe 4 na 7. Widzimy jednak, że jest coraz lepiej. Działając od stycznia obserwujemy w ostatnich miesiącach wzrost liczby artykułów poprawnie cytujących badania, i to w czołowych nagłówkach gazet. Mamy nadzieję, że jest to w dużej mierze zasługa naszej działalności.

Plany na przyszłość Strażników Sondaży?

Nie chcemy stać w miejscu tylko rozwijać swoją działalność. Zdajemy sobie sprawę, że jest jeszcze wielka przestrzeń, która powinna być monitorowana, czyli artykuły w Internecie oraz programy telewizyjne. Jak najbardziej chcemy się tym zająć jednak moce przerobowe są ograniczone, dlatego szukamy nowych rozwiązań. Jesteśmy w trakcie rozmów o współpracy ze studentami z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Chcemy także rozszerzyć naszą działalność z funkcji czysto strażniczej na edukacyjną. Taką kampanię prowadzimy na naszej stronie internetowej jednak wiemy, że musimy zadbać też o kwestie promocyjną, czego się ciągle uczymy. Prócz rankingów tytułów prasowych myślimy również o rankingach dziennikarzy. Zakładam, że żaden z dziennikarzy nie chce, aby mówiono o nim, że błędnie interpretuje badania lub jest nierzetelny. Jednak pragnę podkreślić jeszcze raz, że nie na krytyce dziennikarstwa nam zależy, ale na zbudowaniu platformy współpracy, dzięki której zaufanie do sondaży zostanie odbudowane.

Więcej o grupie Na Straży Sondaży można dowiedzieć
się na stronie internetowej: http://nastrazysondazy.uw.edu.pl/ lub https://www.facebook.com/NaStrazySondazy