Czy nazwa ma znaczenie? O sposobach nazywania w świetle ideologii politycznej poprawności

Czy nazwa ma znaczenie? O sposobach nazywania w świetle ideologii politycznej poprawności

Niniejszy artykuł poświęcony jest językowi w aspekcie politycznym. Językowi traktowanemu jako obszar, w którym toczy się walka polityczna o kształt świata społecznego. Konkretniej, artykuł poświęcony jest specyficznemu zjawisku zmiany społecznej dokonywanej w sferze języka i poprzez język przez zwolenników tzw. politycznej poprawności. Narzędziem owej zmiany jest interwencja lingwistyczna w obszarze dyskursu publicznego. W ramach tak rozumianej interwencji rzuca się wyzwanie tradycyjnie obowiązującym sposobom nazywania przedstawicieli grup marginalizowanych. Z dyskursu publicznego eliminuje się narzucone przez społeczeństwo większościowe i często deprecjonujące określenia nazywające przedstawicieli tych grup, wprowadzając nazwy alternatywne, uznawane przez nich za akceptowalne formy samookreślenia.

Tak scharakteryzowana interwencja lingwistyczna należy do zasobów wykorzystywanych przez zwolenników tzw. politycznej poprawności, od której zdefiniowania, dla zachowania klarowności wywodu, winno się zacząć.

O politycznej poprawności

Polityczna poprawność bywa bardzo różnie rozumiana i definiowana, jednak w interesującym tutaj aspekcie kwestia „politycznej poprawności” wypłynęła na fali histerii, która ogarnęła media amerykańskie w drugiej połowie lat 80., a z całą mocą na początku lat 90. XX wieku. W 1991 roku na łamach „New York Magazine” ukazał się artykuł o tytule, który przybrał formę budzącego grozę pytania Are you politically correct?, opatrzony ilustracją przedstawiającą postać młodego nazisty palącego książki oraz członka Czerwonej Gwardii z czasów maoistycznej rewolucji kulturalnej. Zgodnie z treścią artykułu, jak referuje John Annette (1994), „[...] polityczna poprawność jest »nowym fundamentalizmem«, zagrażającym jednostkowym wolnościom, zwłaszcza wolności wypowiedzi. Nowi fundamentaliści są »eklektyczną grupą«, należą do nich multikulturaliści, feministki, radykalni homoseksualiści, marksiści, Nowi Historycy. To, co ich łączy, to przekonanie, że kultura zachodnia i społeczeństwo amerykańskie są całkowicie i beznadziejnie rasistowskie, seksistowskie i opresyjne [...]”.

Ten, utrzymany w tonie niemal katastroficznym, i liczne jemu podobne komentarze, wywołane były doniesieniami o pewnych procesach zachodzących w obszarze amerykańskiego systemu szkolnictwa wyższego. Procesy te, jak pisze Sarah Dunant (1994), autorka książki The War of the Words. The Political Correctness Debate, występujące przede wszystkim na wydziałach humanistycznych miały na celu „włączenie do kanonu literackiego większej liczby dzieł niebiałych autorów i kobiet, zmianę metod nauczania historii oraz promocję równości seksualnej i rasowej poprzez dyskryminację pozytywną i, w niektórych przypadkach, wprowadzanie kodeksów postępowania i języka”.

Wspomniane wyżej wydarzenia i wywołane nimi reakcje stanowiły jedną z pierwszych odsłon tego, co w literaturze przedmiotu występuje pod nazwą PC Debate („debata nad polityczną poprawnością”), dyskusji, która prędko przekroczyła mury uniwersyteckie, a nawet granice Stanów Zjednoczonych, rozprzestrzeniając się na teren Australii, Kanady, Wielkiej Brytanii, by z czasem ogarnąć wszystkie niemal państwa liberalno-demokratyczne, zamieszkiwane przez społeczeństwa o złożonych strukturach rasowo-etniczno-kulturowych. Kwestie akademickie stanowiły jeden z wielu przedmiotów dyskusji, która w istocie dotyczyła tego, „w jaki sposób społeczeństwa demokratyczne, złożone z różnorodnych zbiorowości, postępujących zgodnie z różnymi systemami wierzeń i zwyczajów, mogą zachować wspólną kulturę” (Cameron 1994:30). W gruncie rzeczy, głównym przedmiotem dyskusji były kwestie władzy, a mianowicie „kto ją posiada i co zamierza z nią zrobić” (Dunant 1994:ix). Strony toczonego sporu, jak zauważają autorzy książki The Politics and Philosophy of Political Correctness, reprezentowały bowiem różne stanowiska filozoficzne i wynikające z nich przekonania polityczne (patrz: Choi, Murphy 1992). Debata nad „polityczną poprawnością” była i jest nadal, gdyż w wielu społeczeństwach wciąż się toczy, konfliktem ideologicznym, w którym ścierają się różne wizje rzeczywistości i odmienne pomysły na kształt porządku społecznego.

W tym świetle „polityczna poprawność” jest zatem ideologią, „zbiorem idei, poglądów i przekonań opisujących rzeczywistość oraz zawierających jej ocenę i zasady postępowania grup, ruchów społecznych” (Smolski 1999), i jako taka stanowić będzie przedmiot niniejszego artykułu.

O interwencji lingwistycznej

Wśród repertuaru środków wykorzystywanych przez zwolenników ideologii politycznej poprawności w celu przeprowadzenia pożądanej zmiany społecznej (której zasadniczym rezultatem ma być „przepisanie” zastanego porządku społecznego w oparciu o zasadę afirmacji różnicy) znajduje się ingerencja w dyskurs publiczny. Zdaniem ideologów tego nurtu „dyskurs publiczny ma moc edukacyjną i [...] to, co ma miejsce w jego ramach, kształtuje w ostateczności kulturę polityczną i etyczną danej wspólnoty” (Szahaj 2004:165). Wykorzystanie interwencji lingwistycznej jako narzędzia zmiany społecznej oparte jest ponadto na przekonaniu, iż mówienie jest formą działania społecznego i jako takie może być krzywdzące. Co więcej, zwolennicy politycznej poprawności uważają, iż tradycyjnie obowiązujący sposób mówienia utrwala dotychczasowe stosunki władzy ze szkodą dla grup mniejszościowych, poddawanych w ich ramach marginalizacji. Poprzez korektę niepożądanych ich zdaniem zachowań językowych (np. stosowania deprecjonujących etykiet w stosunku do przedstawicieli grup mniejszościowych) dążą oni do „przepisania” porządku społecznego w oparciu o zasadę afirmacji różnicy i równości. Starają się włączyć do obowiązującego opisu rzeczywistości społecznej te jej obszary, które do tej pory spychane były do sfery nieobecności.

Zabiegi te spotykają się z ostrą krytyką przeciwników politycznej poprawności. Interwencję lingwistyczną postrzegają oni jako błahą „grę językową”. W oczach krytyków zabieg ów sprowadza się do tendencyjnego oczyszczania języka i stanowi przejaw trywializowania rzeczywistych problemów, z którymi borykają się grupy mniejszościowe. Cóż z tego, pytają przeciwnicy politycznej poprawności, że o starych problemach będziemy mówić w nowy sposób (patrz: Cameron 1994). Skupiając uwagę na języku, a nie rzeczywistości, zwolennicy politycznej poprawności uchylają się ich zdaniem przed podjęciem działań na rzecz realnej poprawy sytuacji przedstawicieli grup mniejszościowych.

Różnica opinii na temat zasadności stosowania interwencji lingwistycznej jako narzędzia zmiany społecznej wynika z zasadniczo przeciwstawnych stanowisk względem natury i funkcji języka jako faktu społeczno-kulturowego. Przeciwnicy politycznej poprawności uważają, iż język odzwierciedla obiektywnie istniejący stan rzeczy. Jest neutralnym narzędziem nazywania niezależnej odeń rzeczywistości. Pojęcia nie powołują do życia oznaczanych przez siebie przedmiotów, a jedynie uwidaczniają fakt ich istnienia w takim kształcie, w jakim rzeczywiście istnieją. W ramach tej koncepcji język pełni rolę zwierciadła, wiernie odbijającego strukturę rzeczywistości pozajęzykowej. Zatem zmiana w obrębie języka nie ma prawa wywołać ekwiwalentnej zmiany w obrębie rzeczywistości.

Zwolennicy politycznej poprawności odmiennie zapatrują się na kwestię relacji między językiem a rzeczywistością pozajęzykową. Ich zdaniem teza o neutralności języka, który odzwierciedla niezależną odeń rzeczywistość, służy w istocie zachowaniu status quo – obronie „pewnej wizji świata, której proces kulturowej i historycznej konstrukcji został dawno zapomniany, w wyniku czego wizja ta uzyskała status obiektywności i naturalności” (Szahaj 2004:163). Tymczasem, zgodnie z zajmowanym przez nich stanowiskiem, koncentrującym się wokół głównych tez tzw. kulturowej teorii języka, język pełni aktywną rolę w procesie poznawania i postrzegania otaczającego nas świata. Koncepcja ta, szeroko dyskutowana przez współczesnych filozofów języka i językoznawców, bazuje na przekonaniu, iż „to, co i jak spostrzegamy, zależy od naszego języka, to język przesądza o tym, co możemy dostrzec i uznać za obiektywnie istniejące w naszym otoczeniu oraz język decyduje o tym, jak rozumiemy poddające się naszej recepcji obiektywy” (Anusiewicz 1991:19). W świetle tego stanowiska zasadnicza funkcja języka polega na strukturalizacji niedostępnej bezpośredniemu doświadczeniu rzeczywistości. Język odpowiada za interpretację otaczającego nas świata oraz, co szczególnie istotne, wartościowanie zachodzących w nim zjawisk. Zdaniem zwolenników politycznej poprawności, praktyki językowe mogą przyczyniać się do reprodukcji określonego porządku społecznego, utrwalania panujących w jego obrębie stosunków dominacji oraz służyć jako narzędzie opresji i wykluczenia. Skoro język definiuje nasze postrzeganie świata – ten, kto kontroluje język, wyznacza w istocie granice naszego poznania i dostępnej nam rzeczywistości. Mówienie jest zatem kwestią polityczną, albowiem żaden sposób wyrażania się o rzeczywistości nie pozostaje względem niej neutralny. Nieodłącznie niesie ze sobą określoną jej interpretację i sposób wartościowania.

Norma politycznej poprawności, o której społeczną akceptację walczą zwolennicy omawianej tu ideologii, nakazuje eliminację wszelkich praktyk dyskryminacyjnych ze sfery stosunków społecznych. Zdaniem Andrzeja Szahaja (2004:162), nawiązuje ona do tradycji liberalizmu i związanej z nim zasady „redukowania przemocy i krzywdy w stosunkach społecznych do jak najmniejszych rozmiarów”. Ów postulowany przez zwolenników politycznej poprawności wzorzec zachowań dotyczy również sposobu posługiwania się językiem, zgodnie z przekonaniem, iż „słowami można tak samo ranić jak czynami” (Szahaj 2004:162). Można zatem mówić o tzw. politycznie poprawnych wzorach zachowań językowych jako efekcie zaszczepienia normy politycznej poprawności na gruncie praktyk językowych. Jednym z tych wzorów są politycznie poprawne sposoby nazywania.

O politycznie poprawnych sposobach nazywania

Aby zrozumieć czym są i czemu służą politycznie poprawne sposoby nazywania, należy opisać pokrótce rolę języka w procesie konstruowania, a w zasadzie rekonstruowania, tożsamości grup marginalizowanych. Tożsamość stanowi dla aktorów społecznych źródło samowiedzy, w oparciu o którą organizują swoje działania. Jest również źródłem wiedzy o aktorach społecznych dla innych. Za pośrednictwem tożsamości aktorzy i ich kategorie sytuowani są w świecie społecznym. Określa ona bowiem kim są oraz jaką pozycję zajmują w jego strukturze.

W świetle koncepcji filozoficznych, na których opiera się ideologia politycznej poprawności, tożsamość pojmuje się jako konstrukt dyskursywny – pochodną ustalonych sposobów mówienia o pojedynczych aktorach społecznych, bądź ich kategoriach. Tożsamość „stanowi opis językowy, który dzięki konwencji społecznej zaczyna uchodzić za prawdę” (Barker 2005:21). Język, ustanawiając tożsamość, powołuje do istnienia odpowiadający jej podmiot i umiejscawia go w strukturze społecznej. Jest również odpowiedzialny za jego potencjalne wykluczenie. Jeśli bowiem tylko obecność w języku gwarantuje widzialność na gruncie praktyk społecznych, wtedy podmioty pozbawione językowej reprezentacji wymykają się percepcji.

Zdaniem zwolenników omawianej tu ideologii, w odniesieniu do procesów konstruowania tożsamości ujawnia się kolejny wymiar polityczności praktyk językowych. Przypisując ustalonym sposobom mówienia moc stwarzania odpowiadających im podmiotów, zwolennicy politycznej poprawności wiążą praktyki językowe ze stosunkami dominacji i podporządkowania, które wyrażają się we władzy (lub jej braku) definiowania, a tym samym wytwarzania tożsamości. W tym kontekście wprowadzanie do dyskursu publicznego nowego języka oraz możliwość stosowania go do samoopisu jest przywilejem (Barker 2005:477), o który walczą, w imieniu grup mniejszościowych, zwolennicy politycznej poprawności. Władza definiowania nie jest bowiem równomiernie rozdzielona pośród wszystkich członków społeczeństwa, pisze James Valentine w eseju Naming the Other: Power, Politeness and the Inflation of Euphemisms. „Nie wszyscy dysponują równą władzą tworzenia i wprowadzania do obiegu społecznego nowych definicji”. Redystrybucja władzy definiowania stanowi jeden z celów tzw. polityki tożsamości.

Budowanie nowej tożsamości wymaga od grup marginalizowanych interwencji w sferę praktyk językowych stosowanych przez grupę dominującą. Zajęcia stanowiska względem obowiązujących w jej obrębie sposobów mówienia o nich, a w szczególności – nazywania. Sposób nazywania odgrywa bowiem kluczową rolę w procesie społecznego identyfikowania i określania czyjejś tożsamości. Nazywanie stanowi również formę władzy, na co zwraca uwagę James Valentine: „Nazwanie równoznaczne jest z ograniczeniem, zamknięciem w pewnych granicach, oddzielających włączonych od wykluczonych z ich obrębu. Nazwa może stanowić nie tylko przesłankę pozycji społecznej, lecz także warunek mobilizacji społecznej i solidarności politycznej. Bourdieu zwraca uwagę na zdolność nazw do wymuszania uznania tożsamości danej osoby przez innych. Równie istotna jest moc narzucania tożsamości innych tej osobie, a także odmawiania jej prawa nadawania nazw sobie i innym”. Autor eseju Naming the Other: Power, Politeness and the Inflation of Euphemisms wyszczególnia dwie strategie obierane przez grupy marginalizowane w walce o władzę nazywania. Pierwsza z nich polega na przejęciu dominującego określenia, przy jednoczesnym odwróceniu towarzyszącego mu sądu wartościującego. „Nazwa zostaje przejęta i stosowana jako prowokująca oznaka odzyskania władzy nazywania i oceniania. Praktykom deprecjacyjnym rzucone zostaje wyzwanie: zamierzone oznaczenie zastępuje zakładaną obelgę” (Valentine).

W ramach drugiej strategii grupy marginalizowane rzucają wyzwanie dominującym określeniom poprzez wprowadzanie określeń alternatywnych. „W tym przypadku nazwy są tworzone lub zapożyczane ze zbioru nie ukonstytuowanego przez dominujący dyskurs. Tworzenie nowych nazw często polega na zastosowaniu słowa o pozytywnej konotacji, funkcjonującego w powszechnym obiegu, jako nowej formy samookreślenia” (Valentine).

Pierwszą strategię wykorzystała organizacja Queer Nation walcząca w latach 90. ubiegłego stulecia o równe prawa dla członków społeczności LGBT, używając w swoim sztandarowym haśle We’re here. We’re queer. Get used to it pejoratywnie nacechowanego określenia queer i przejmując tym samym władzę na tym określeniem.

Druga z wyżej opisanych strategii wykorzystana została przez Romów, którzy rzucili wyzwanie stosowanemu wobec nich określeniu „Cyganie”, wprowadzając do dyskursu publicznego nazwę „Romowie” jako uznawaną przez siebie formę samookreślenia. Miało to miejsce w 1971 roku, podczas I Światowego Kongresu Romów, kiedy to przedstawiciele społeczności romskiej uznali, że termin „Romowie” jest właściwy na określenie wszystkich Cyganów i zwrócili się do państw członkowskich ONZ z prośbą o nazywanie ich w taki właśnie sposób. Przedstawiciele grup romskich z całego świata zwrócili wtedy uwagę na negatywne zabarwienie stosowanej wobec nich etykiety „Cyganie”, która znajduje swoje odpowiedniki w niemal wszystkich językach używanych w krajach zamieszkiwanych przez grupy romskie.

Podsumowując, za politycznie poprawny sposób nazywania można uznać taki, który spełnia postulat ideologów politycznej poprawności, by władzą nazywania obdzielać również samych nazywanych i uszanować ich preferencje dotyczące sposobu samookreślania.

O efektach interwencji lingwistycznej

W kwestii efektów omówionej pokrótce interwencji lingwistycznej jako narzędzia zmiany społecznej kluczową sprawą wydaje się pytanie, czy rzeczywiście nazwy wprowadzane do dyskursu publicznego przez zwolenników politycznej poprawności niosą ze sobą inne, bardziej pozytywne konotacje. Czy nie jest przypadkiem tak, że przejmują one skojarzenia towarzyszące starym nazwom. Kwestię tę należałoby rozstrzygnąć na gruncie badań empirycznych, choćby poprzez porównanie pól semantycznych np. nazw Cyganie i Romowie.

Niebudzącą wątpliwości konsekwencją interwencji jest natomiast utożsamienie naszych wyborów lingwistycznych z deklaracją określonego światopoglądu. „Znaczenie bierze się z kontrastu – zauważa Deborah Cameron (1994:31) – słowa wybierane przez mówiącego nabierają znaczenia w wyniku ukrytego porównania ze słowami, które mówiący mógł wybrać, lecz tego nie uczynił. W związku z tym, tworząc alternatywy dla tradycyjnych określeń, radykałowie praktycznie upolitycznili je wszystkie”. Zwolennicy politycznej poprawności osadzili nasze zachowania językowe na gruncie praktyk normatywnych (Cameron 1994:31), czyniąc nas, użytkowników języka, odpowiedzialnymi za wybory lingwistyczne dokonywane w toku codziennych interakcji. Do dyskursu publicznego wprowadzają alternatywne sposoby nazywania, pozostawiając nam wybór, który jest podwójnie znaczący – z jednej strony bowiem Romowie w założeniu znaczyć mają coś innego niż Cyganie, z drugiej zaś wybór któregokolwiek z tych określeń sam w sobie jest znaczący.

Źródła

Annette J. (1994) The Culture War and the Politics of Higher Education in America, w: Dunant S. (red.) The War of the Words. The Political Correctness Debate, Londyn, Virago Press

Anusiewicz J. (1991) Kulturowa teoria języka. Zarys problematyki, „Język a kultura” 1991/1 Barker Ch. (2005) Studia kulturowe. Teoria i praktyka, Kraków, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego

Cameron D. (1994) Words, Words, Words’: The Power of Language, w: Dunant S. (red.) The War of the Words. The Political Correctness Debate, Londyn, Virago Press

Dunant S. (1999) The War of the Words. The Political Correctness Debate w: Dunant S. (red.) The War of the Words. The Political Correctness Debate, Londyn, Virago Press

Choi J. M., Murphy J. W. (1992) The Politics and Philosophy of Political Correctness, Westport, TC

Smolski R. (red.) (1999) Edukacja obywatelska: słownik encyklopedyczny, Wrocław, Europa Szahaj A. (2004) E pluribus unum? Dylematy wielokulturowości i politycznej poprawności, Kraków, Universitas

Valentine J., Naming the Other: Power, Politeness and the Inflation of Euphemisms, http://www.socresonline.org.uk/socresonline/3/4/7.html (30 czerwca 2009)