Czy Benedykt XVI ma prawo do wolności słowa?

Autor: Piotr Prokopowicz

 

Al-Kaida wypowiada po raz kolejny wojnę „czcicielom krzyża”, Ali Agca ostrzega, że w Turcji może dojść do kolejnego zamachu, Mahmud al-Issawi żąda usunięcia ambasadora Watykanu z Iraku, płoną chrześcijańskie kościoły na Zachodnim Brzegu Jordanu. Najbardziej słyszalna część świata muzułmańskiego wrze po wykładzie Benedykta XVI o stosunku wiary i rozumu, w którym pozwolił on sobie na uwagi pod adresem Proroka oraz nieostrożnie zacytował treść pewnego czternastowiecznego dialogu.Warto na samym początku przytoczyć fragmenty kontrowersyjnego wystąpienia papieża na Uniwersytecie w Ratyzbonie wraz z kontekstem, w jakim się pojawiły. Po wstępnych słowach odnoszących się do zapowiadanego tematu wypowiedzi, papież powołuje się na wydany niedawno w Niemczech średniowieczny dialog między bizantyjskim cesarzem a perskim uczonym (cytaty pochodzą ze stronynowypapiez.wiara.pl):

„Dialog dotyczy całego zakresu struktury wiary zawartej w Biblii i w Koranie i zatrzymuje się przede wszystkim na obrazie Boga i człowieka, ale obowiązkowo także – ciągle na nowo – na relacji między – jak się mówiło – trzema „Prawami” czy trzema „porządkami życia”: Starym Testamentem – Nowym Testamentem – Koranem. Nie zamierzam o tym mówić w tym wykładzie; chciałbym dotknąć tylko jednego tematu, raczej marginalnego w strukturze całego dialogu, który w kontekście tematu „wiary i rozumu” mnie zafascynował i który posłuży mi za punkt wyjścia moich refleksji nad tą płaszczyzną.

W siódmym dialogu (dialoxiz – polemika) wydanym przez prof. Khoury’ego, cesarz dotyka tematu dżihadu, świętej wojny. Z pewnością cesarz wiedział, że w surze 2, 256 czytamy: „Żadnego przymusu w sprawach wiary”. Specjaliści mówią, że jest to jedna z sur z okresu początkowego, w którym sam Mahomet był jeszcze zagrożony i bez siły. Ale oczywiście cesarz znał również przepisy sukcesywnie rozwijane i utrwalane w Koranie dotyczące świętej wojny.”

Przytoczony powyżej fragment zadziwiająco rzadko cytowany jest w mediach, co jest o tyle zastanawiające, iż chyba właśnie on powinien wzbudzić najwięcej kontrowersji wśród wyznawców islamu. Benedykt XVI (a nie Manuel II Peleolog) sugeruje w nim po pierwsze, ludzkie źródła Koranu, po drugie, wewnętrzną sprzeczność świętej księgi muzułmanów oraz po trzecie, nierozerwalny związek islamu z przemocą. Więcej kontrowersji wzbudził jednak kolejny fragment wypowiedzi papieża:

„Nie zatrzymując się na szczegółach, takich jak różnica w traktowaniu tych, którzy posiadają „Księgę”, i „niewiernych”, zwraca się [Manuel II Peleolog] w sposób zaskakująco szorstki do swojego współrozmówcy z głównym pytaniem o związek między religią a przemocą w ogóle, mówiąc: „Pokaż mi to, co Mahomet wprowadził nowego, a znajdziesz tam jedynie rzeczy złe i nieludzkie, takie jak jego wytyczna dotycząca szerzenia wiary mieczem, który ją głosił”. Cesarz po tak mocnych słowach wyjaśnia szczegółowo motywy, z powodu których szerzenie wiary poprzez przemoc jest rzeczą niemądrą.”

Słowa Benedykta XVI, który, jak twierdzą niektórzy komentatorzy, zapomniał na chwilę o tym, iż jest papieżem, stając się ponownie profesorem teologii, całkowicie mieszczą się w ramach racjonalnej argumentacji naukowej. Przytoczony przez biskupa Rzymu fragment dialogu, co staje się oczywiste podczas lektury wykładu, jest w istocie zaproszeniem do dalszej dyskusji na temat relacji między wiarą i rozumem, czyli problematyki, którą zajmował się również w encyklice „Fides et Ratio” Jan Paweł II.

Reakcja radykalnych odłamów Islamu jest już powszechnie znana, papieża poparli nieliczni, w tym wydawca dialogu, na który powoływał się Benedykt XVI, Adel Theodor Khoury. Zakrawa na truizm stwierdzenie, iż swoimi czynami radykalni muzułmanie potwierdzili to, czemu często chcą zaprzeczyć: w wielu miejscach świata islam czerpie dzisiaj swoją siłę wykorzystując każdy możliwy pretekst do podgrzewania nienawiści wobec świata zachodniego. Jak pisze w Washington Post Anne Applebaum:

“Nic, co papież kiedykolwiek powiedział, nie zbliża się nawet do zaciekłości, ekstremizmu i nienawiści, które płyną z ust radykalnych imamów i fanatycznych duchownych codziennie, w całej Europie i w świecie muzułmańskim, i które nie wywołują niemal żadnej reakcji Zachodu”

W ostatnich latach daje się obserwować w Europie niebezpieczny odwrót od ducha racjonalności, na pozór spowodowany troską o dobrostan innych jednostek, religii i narodów, ale powodujący aksjologiczne cofnięcie się do czasów poprzedzających Oświecenie. Swój udział zdaje się mieć w tym odwrocie Jacek Żakowski, krytując w Gazecie Wyborczej papieża za to, iż jego słowa „umacniają (…) przybierające na sile radykalne nurty walczącego chrześcijaństwa kwitnące w zderzeniu z radykalnymi nurtami islamu”. Trudno zaprzeczyć, iż interpretacja wyrwanych z kontekstu słów papieża i nagłośnienie ich przez media może mieć (i ma w rzeczywistości) konsekwencje opisane przez Żakowskiego. Można nawet zarzucić Benedyktowi XVI, iż powinien ostrożniej ważyć swoje słowa. Absurdem jednak jest wstrzymanie się od wypowiadania kontrowersyjnych poglądów w obawie przed agresywną reakcją islamu czy też przed zaostrzeniem opinii niektórych przedstawicieli fundamentalistycznego chrześcijaństwa. Taka forma mentalnej autocenzury to zwycięstwo terroryzmu, to zapominanie o wolności słowa, to kapitulacja z frontu zachodnich wartości.

Pamiętam, kiedy jeszcze jako student w amerykańskim college’u wypowiedziałem na zajęciach z antropologii języka uwagę odnoszącą się do socjobiologii Edwarda O. Wilsona, twierdząc, iż wiele z jej hipotez ma głęboki sens. Tego, co nastąpiło później, nie można nazwać dyskusją, nikt nie zarzucił mi braku wiedzy na temat relacji między ewolucją, budową mózgu a ludzkim zachowaniem. Nastąpiła cisza. Prowadzący zajęcia stwierdził szybko, iż dla swojego dobra lepiej, abym takich uwag nie wygłaszał, po czym po zajęciach upomniał mnie na osobności za mój lekceważący mniejszości zachodni tryb myślenia i ostrzegł przed możliwymi atakami (słownymi i fizycznymi). Przysłowiowa otwartość dyskusji akademickiej została więc ograniczona realną obawą przed agresją. Niektórzy nazwaliby to terroryzmem.

Pytanie, które należałoby sobie zadać ponownie, a które pojawiło się już przy publikacji karykatur Mahometa w duńskich dzienniku „Jyllands-Posten”, brzmi następująco: jak daleko jesteśmy w stanie wycofać się z zasady wolności słowa aby uniknąć konfrontacji, do której dążą muzułmańscy i chrześcijańscy fundamentaliści ?