Bronisław binarny.

Autor: Piotr Prokopowicz

 

Sylwetkę Bronisława Wildsteina, nowego prezesa Telewizji Polskiej, zamieszcza w dzisiejszym wydaniu Gazeta Wyborcza. Tekst autorstwa Rafała Kalukina pt.”Bronisław”>http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3374253.html]”Bronisławniezłomny”, pomimo kilku niepotrzebnych uproszczeń, stanowi bardzo interesującą próbę obiektywnego opisu losów autora „Dekomunizacji, której nie było”. Warto zapoznać się z historią intelektualną jednego z najbardziej rozpoznawalnych publicystów konserwatywnych w Polsce, dowiedzieć się, jakie książki kształtowały jego wrażliwość społeczną, w jakim środowisku wzrastał, jakie osobiste doświadczenia doprowadziły go do gmachu na Woronicza. Z artykułu wyłania się osobliwy obraz człowieka, który, naznaczony zdradą przyjaciela, wypowiada walkę największej, według niego, pladze współczesnego świata – relatywizacji osądów moralnych.Tylko niektóre zwierzęta i określeni działacze partyjni nie zmieniają poglądów. W przypadku Bronisława Wildsteina droga ewolucji przekonań politycznych była jednak wyjątkowo kręta: od młodzieńczego zainteresowania dziewiętnastowiecznym klasykiem anarchoindywidualizmu, poprzez fascynację Jackiem Kuroniem, poparcie dla Tadeusza Mazowieckiego, na otwartej, radykalnej krytyce dziedzictwa III Rzeczpospolitej kończąc. W chwili obecnej Wildstein jawi się jako jeden z największych i najbardziej zaciętych krytyków wszystkiego, co wiąże się z siedemnastoma latami przekształceń demokratycznych w Polsce. Wydaje się jednak, iż najbardziej doskwiera mu postawa etyczna, którą na początku lat 90. przyjęła, pod duchowym przewodnictwem Adama Michnika, Gazeta Wyborcza. Wildstein nienawidzi michnikowszczyzny.

Czym jest widziana w ten sposób michnikowszczyzna? To dzielenie włosa historii na czworo. To relatywizacja trudnych, osobistych wyborów do jednostkowych i społecznych biografii. Michnikowszczyzna to próba zrozumienia rozmaitych perspektyw, które dla wielu są niemożliwe do pogodzenia bądź po prostu niezrozumiałe. To Okrągły Stół i Magdalenka. To oddzielenie przeszłości grubą linią.

Właśnie na tym polu, polu etycznym, dochodzi do największego sporu między Wildsteinem a środowiskami utożsamianymi z Gazetą Wyborczą. Bo jeśli za każdym człowiekiem stoi wyjaśnienie, jeśli każdy jest trybem w maszynie historii, to trudno rzucać wyroki, trudno znaleźć jedynie słuszne racje. Jeśli każdy czyn ma swoje przyczyny, zrelatywizowane do określonych warunków społecznych i historycznych, niemożliwym staje się osąd nad człowiekiem, czynem, epoką. Dylemat ten rozpoznali już dawno filozofowie, antropologowie społeczni, powoli zaczynają rozumieć go politycy. I wykorzystują go, jedni do obrony pokrzywdzonych, inni do szafowania absolutem.

Muszę przyznać, iż pomimo znacznej różnicy wieku i doświadczeń życiowych, całkowicie rozumiem dylematy Wildsteina. Dokładnie wiem o czym mówi, kiedy dzieli się z dziennikarzem GW swoimi problemami z oceną otaczającego świata:
„Rzeczywistość jest skomplikowana, więc należy
wyostrzać sądy. Człowiek żyje w świecie opozycji binarnych i trzeba mu o nich przypominać.” Problem polega na tym, ze z przytoczonego przez prezesa Wildsteina faktu złożoności świata można wyciągnąć wnioski zupełnie inne
niż te, którymi raczy nas nowy prezes TVP. Skomplikowana rzeczywistość w żadnym wypadku nie implikuje konieczności wyostrzania sądów. Wręcz przeciwnie. Dostrzeżenie wielu aspektów decyzji życiowych, zwracanie uwagi na uwarunkowania epoki czy wstrzymanie się od „aroganckiej pozy sędziów minionych pokoleń”, o czym wspomniał w Częstochowie Benedykt XVI, utrudniając ferowanie jednoznacznych sądów, stanowi znacznie uczciwsze rozwiązanie niż naiwna wiara w to, że świat jest binarny.