#BOGACTWO

#BOGACTWO

Recenzja z wystawy „Bogactwo. Money to burn”, Zachęta, Warszawa, 27.08 – 23.10.2016

Wystawa „Bogactwo. Money to burn” w Zachęcie właściwie nie rozmija się z zapowiedzią – nie jest klasyczną retrospektywą i pociąga za sobą nie tylko dosłowne znaczenia, jakie niesie słowo „bogactwo”. Obiekty zgromadzone w sali wystawowej to artefakty i historie z różnych przestrzeni i czasów, jawiące się jako reprezentacje kuszącej iluzoryczności związanej z konkretnym statusem społeczno-egzystencjalnym. Zbiór prac to przegląd „znaków” bogactwa, a także wiążących się z nim zagadnień, poddanych procesowi konceptualizacji. Uwagę przykuwa jakościowe zróżnicowanie prac. Eksponaty spektakularne od strony techniczno-formalnej oddziałują głównie na zasadzie zwierciadła. Pomnażają blichtr i zamykają odbiorcę na samodzielne poszukiwanie sensu. Wzrok ślizga się po obojętnej powierzchni i spływa, zachowując w pamięci obserwatora coś na kształt teatralnego rekwizytu. Wśród tych uwodzących swoją powierzchownością instalacji są również, nieco przyćmione, prace o silnym potencjale artystycznym i krytycznym, zahaczające o sztuki performatywne.

Jak daleko można uciec od sfunkcjonalizowanego postrzegania przedmiotów? Jak widać nawet w przestrzeni sztuki w rejony niezbyt odległe od pierwotnych znaczeń rzeczy. Część obiektów wystawowych sprawia wrażenie przybyłych prosto ze świadomości zwiedzających. Brak tu elementu zaskoczenia. Po wejściu na wystawę zamiast rosnącej ciekawości pojawia się miły throwback, coś na kształt reminiscencji z przechadzki po Vitkacu, ewentualnie ze scrollowania społecznościowego profilu jakiejś modowej gwiazdy. Uwagę przykuwają przede wszystkim obiekty-symbole: wielki diament („Diamonds are forever”), mural „Złoty deszcz” i grzybopodobna instalacja zatytułowana „Midas” Maurycego Gomulickiego, skrywająca pod kopułą stos błyszczącej, sztucznej złotej biżuterii i gadżetów.

Prace przywołują sieć skojarzeń ze sfery luksusu, jednak tylko powielają oczywisty sposób realizacji tematu. Artefakty bogactwa opowiadają w większości same siebie. Prezentują dość agresywnie autotematyczność, zamykając tym samym krąg odniesień. Są materializacją sybarytycznej myśli o zbytku i ekstrawagancji, demonstrują potęgę bogactwa. Gomulicki sięga po ogromną skalę i przytłacza wymiarami swoich „mrocznych przedmiotów pożądania”. Prawie mu się udaje zatuszować zgrzyt wywołany faktem, że mamy do czynienia wyłącznie z atrapami. Potencjał krytyczny fallicznej szkatuły ze „złotą” biżuterią jest mniejszy od tego, jaki miałaby szkatuła z prawdziwą, złotą biżuterią. Artysta zrealizował „temat” bogactwa w formach symbolicznych, stanowiących jego bezpośrednie reprezentacje. Jednak symbole Gomulickiego działają tylko na zasadzie nadwątlonej umowności. Splendor plastikowego złota ma się do bogactwa tak, jak jakość wapienia do jakości marmuru. Prawda już dawno utraciła swoje znaczenie, a sztuka współczesna coraz częściej musi iść na kompromisy, wybierając rozwiązania prostsze, ale mniej spektakularne.

Wśród obiektów odzwierciedlających zagadnienie bogactwa są też prace niosące głębsze treści, związane z sentymentalną wartością pieniądza (jak w przypadku pracy „Pierwszy zarobiony dolar przez Piotrka” Piotra Uklańskiego). Tutaj odbiorca styka się z próbą zakotwiczenia w czasie wspomnienia o american dream, ulotnego snu szczęśliwości, który ewokuje cały bagaż możliwych pragnień z przeszłości. Prywatną historię o braku bogactwa i pewnej sytuacji granicznej prezentuje praca „EURO” Zbigniewa Rogalskiego z 2003 roku. W warstwie treściowej jest to znak przemiany w świadomości społeczeństwa – artysta namalował obraz w rok przed wejściem Polski do Unii Europejskiej i rok po wprowadzeniu do obiegu waluty euro. Na tę sytuację nakłada się kontekst z życia malarza – trudna sytuacja finansowa, długi i nagły obrót wypadków. „EURO” sprzedaje się jako jedna z pierwszych prac, co pozwala artyście na nowy start.

Dwuznaczność tytułowego „bogactwa” pokazuje też praca Radka Szlagi „B, z cyklu LIMITED DICTIONARY” z 2013 roku. Ta uderzająca w poetykę przedszkolnych ilustracji trawestacja emblematu ma podkreślać obecność odwrotnej strony bogactwa – biedy. Nie bardzo tylko rozumiem, dlaczego w ambiwalencję bogactwo-bieda artysta wmieszał Bozię. Czy faktycznie te pojęcia są w polskiej świadomości nierozerwalne? Bozia może się tutaj jawić jedynie jako wyraz ubogiej, zinfantylizowanej duchowości, typowej dla polskiego społeczeństwa.

Od osobistych historii artystów odbiega fotograficzny tryptyk autorstwa Witka Orskiego z 2016 roku. Artysta zestawia opowieść o ekstrawagancji i destrukcyjnym zbytku („Żółw diuka Jana” „Zdjęcie dla Semiha”) z utopijną koncepcją równomiernego podziału dóbr społecznych („Skraplanie się bogactwa”). Tryptyk ten można traktować jako formę elegii dla późnego kapitalizmu i refleksję o końcu dominujących form rynkowych.

Na „Bogactwie” nie brakuje też refleksji nad wyznacznikami statusu prawdziwego bogacza. Utrzymana w futurystycznej konwencji animacja 3D Tymka Borowskiego „Prostokąty są dla biednych” formułuje podstawową regułę życia bogatego, narzucając mu adekwatny schemat przestrzeni. Zgodnie z tytułem pracy, prostokątne, a tym samym funkcjonalne wnętrza są oznaką niższego statusu społecznego. Tylko bogaty może sobie pozwolić na rozrzutne projektowanie życiowej przestrzeni i zagospodarowywanie wnętrz mieszkalnych nie wedle reguł ergonomicznych, tylko wedle kaprysu. Borowski rozbija stereotyp sterylnej, zgeometryzowanej, bauhausowskiej willi jako mieszkania przeznaczonego dla najwyższych warstw społecznych i  tworzy symulację „jaskini tygrysów przyszłości” opartą na formie organicznej, zawłaszczającej ekstrawagancki nadmetraż. Stawia też pytanie, czy architektura podporządkowana idealistycznym wyobrażeniom jest w stanie zaspokoić ludzkie potrzeby i czy jest rodzajem naturalnej dla nas przestrzeni. Animacja artysty sugeruje, że w niedalekiej przyszłości być może powinniśmy powrócić do dekoracyjności i ornamentu, które Borowski postrzega jako bardziej naturalne środowisko dla naszych umysłów.

Dwie artystki, Ewa Axelrad i Maria Toboła prezentują prace w których wykorzystują jako „surowiec” artystyczny złoto i polskie złoto, jakim jest bursztyn. Praca „Is it safe?” z 2011 roku Axelrad to wpisujący się w wątki memoratywne ironiczny gest przetopienia złotego zęba w „autentyczny” złoty okruch, obrazujący łudzącą wartość tego dawnego znaku „prestiżu”. Z kolei praca Marii Toboły „Amber kebab” z 2016 roku pełni funkcję retrospektywnego komentarza do kondycji Polski w okresie transformacji i kapitalizmu. Artystka zaprzedaje dobro narodowe (bursztyn) i wymownie prezentuje pozbywanie się polskiego kapitału rynkowego na rzecz zagranicznych inwestorów. Praca ta stanowi rodzaj eksplikacji sytuacji nadmorskich miejscowości, gdzie w wypoczynkowych kurortach rozkwitają zamiast restauracji z lokalnymi daniami obce kulturowo kebaby.

Na tle większości eksponatów szczególnie przykuwają uwagę dwa obiekty. Instalacja Jacka Simon „Milioner przez przypadek” z 2016 roku jest odpowiedzią na powszechne w społeczeństwie pragnienie szybkiego wejścia w posiadanie bogactwa drogą  hazardu czy gier typu lotto. Za tą pracą stoi wymowny performance. Simon postanowił zainwestować swoje honorarium za udział w wystawie w kasynie usytuowanym na przeciwko Zachęty. Pozostaje mieć nadzieję, że los nie obróci się przeciwko niemu i praca nie dołączy do tych, które obrazują ujemny wymiar tytułowego „bogactwa”.

Praca autorstwa Gregora Różańskiego „A wy co, biedaki?” to przewrotny finał akcji artystycznej z 2016 roku, prezentujący esencję tego, czym jest bogactwo. W działaniu Różańskiego definiuje się ono formą marnotrawstwa i poddanego destrukcji luksusu. Artysta rozbił w galerii butelki szampana odpowiadające minimalnej płacy brutto w Polsce w 2016 roku. Element zniszczenia decyduje o silnym wydźwięku tej pracy obnażającej bezbronność człowieka uwikłanego w upokarzające mechanizmy rynku. Ten pański gest obrócenia towaru luksusowego w niebyt ma również formę autoironicznego komentarza w kwestii „wyrzucania” państwowych pieniędzy na nieraz absurdalne cele w sekcji kultury. Ta „skandaliczna prowokacja” godzi właściwie we wszystkich – w mieszczuchów, w biedaków, w bogaczy, w państwo jako instytucję i w zwykłego widza. Jest przejawem duchowej wolności nieskrępowanego normami artysty i przedłużeniem dekadencji. Na zdanie „jestem bogaty – wolno mi” nakłada się tutaj zdanie „jestem artystą – kto mi zabroni”. Jednocześnie praca zyskuje status dzieła sztuki, tym samym odkupując grzech marnotrawstwa Różańskiego. Co z tego, że pobrzmiewa tu tradycja dadaistyczna i że słychać szyderczy śmiech anarchoegoistów.

W programie artystycznym „Bogactwa” zderzają się prywatne historie, odpersonalizowane symbole i performatywne gesty o ironicznym przesłaniu. Znamienna dla ducha czasu jest recepcja wystawy. Przypomina przeniesiony z przestrzeni internetu model instagramowego postrzegania rzeczywistości. Trochę tak, jakby w odpowiedzi na #bogactwo artyści przerzucali się hashtagami i pomysłami na „zadany temat”. A może to tylko moje mylne wrażenie, wywołane zjawiskiem zaobserwowanym na wernisażu. Może to nie wystawa dostosowuje się do naszych oczekiwań, tylko my narzucamy jej strukturę, uczestnicząc w wyścigu na najlepsze zdjęcie złotych błyskotek Midasa? Zadziwiające, ile takich zdjęć zapełnia internety.