Afrykańskie oko płacze. Czy zmieni się sytuacja dzieci będących w centrum epidemii AIDS/HIV?

Autor: Anna Kowalska

 

Może warto spojrzeć na Afrykę oczami twórczego dziecka, które chce się uczyć, potrzebuje ołówka i kartki do malowania, a które to dziecko ma zmienić oblicze tego lądu, zachęcić innych do współpracy. Nie tego, które krzyczy z otchłani rozpaczy i tonie we łzach od lat znieczulając tym samym szerszą publikę na jego sprawę, bo się nie zmienia nic – to dziecko nadal ma wydęty brzuch z głodu, nadal cierpi i do tego wszystkiego teraz jest albo chore na AIDS albo jest sierotą. Właśnie to małe dziecko jest przyszłością Afryki i ono ma je dźwignąć z popiołów.AFRYKA

Statystyki, liczby, dane. Oszacowanie prawdopodobieństwa życia lub śmierci całych społeczeństw ludzkich w jakiejś perspektywie czasowej kryje w sobie pewną niewiadomą, wątpliwość. Nauka opisuje, jednak nie zawsze jest trafną wyrocznią. Wątpliwość, z którą się boryka, szarżując w złożonym, wieloaspektowym świecie informacji określa błędem estymacji. Z jednej strony błąd staje na drodze do precyzji ambitnym skrupulantom. Precyzji, która to dawać by miała poczucie kontroli, zaufania w prognozy. Z drugiej, tej często pomijanej strony, pełni on ważną rolę – przypomina, że uzyskane wyniki należy traktować z niejaką dozą sceptycyzmu. A przewidywania brać za sygnał alarmowy, a nie ostateczny wyrok od losu. Daje to pewną szansę i nadzieję.

Zapytać można, co wnosi takie podejście do danych, które mają przedstawiać skalę ważnych dla całej ludzkości problemów? Jak się ma do tego dramat dzieci, którym przyszło egzystować na co dzień w realiach pandemii AIDS? Choroby, która podstępnie zaprasza kolejnych aktorów na swą scenę, odbierając afrykańskim dzieciom rodziców, paraliżując ich funkcje społeczne. Rolą których jest przecież opieka, ochrona, umożliwienie wzrostu i zapewnienie edukacji swym pociechom. Czy mimo dobrych chęci zdolni są do spełnienia takiej roli chorzy na AIDS, sami słabi i bezradni, sami wymagający troski i opieki?

Najnowszy raport ONZ dowodzi, że na słonecznym kontynencie przybywa chorych na AIDS. W 2006 roku odnotowano 4,3 miliona nowych infekcji na całym świecie, w tym najwięcej w Afryce Subsaharyjskiej [1].

Aktualnie 39,5 milionów ludzi żyje z wirusem HIV. 60% wszystkich ludzi zarażonych wirusem HIV, czyli około 25 milionów zamieszkuje ten właśnie rejon Afryki (co stanowi ok. 2/3 ludzi zarażonych HIV na świecie). Szacuje się, że w samym tylko 2005 roku 3,2 miliona ludzi regionu Subsaharyjskiego nabyło nową infekcję wirusem, podczas gdy ponad 2 miliony zmarło z powodu AIDS [2].

Afryka Subsaharyjska będąca w centrum pandemii AIDS, jak podaje najnowszy raport Unicefu z 2006 roku, stanowi dom dla ponad 48 milionów sierot, z czego przyczyną AIDS jest 12 milionów. Kraje największej liczby osieroconych dzieci w wieku 0-17 lat z powodu AIDS to: Zimbabwe (tu najwięcej bo, aż 16% wszystkich dzieci), Zambia, Botswana, Lesotho, Swaziland, Republika Środkowoafrykańska, Rwanda, Wybrzeże Kości Słoniowej, Mozambik, Malawi [3].

Statystyki przerażają, lecz również obligują.

Są sygnałem do podjęcia działania.

Do zrobienia czegoś w sprawie mieszkańców naszej globalnej wioski.

Afryka przegrywa dziś w starciu z AIDS, potwierdzeniem czego są raporty i liczby. Przyszłość tego kontynentu nie przedstawia się na razie w jasnych kolorach. Jednak pytanie: co oni mogą z tym zrobić, co my możemy zrobić i co rzeczywiście z tym zrobimy? Co każdy z nas zrobi z informacją, z sygnałem alarmowym, który dostaje o losie naszych bliskich braci, którzy nie są już mieszkańcami Trzeciego Świata, lecz tego samego, co nasz własny. Ciężko ten fakt zignorować, żyjąc w erze informacji, mając dostęp do Internetu, kiedy podróżowanie jest osiągalne dla większości i kiedy to właśnie podróże stały się zadeklarowaną pasją wielu samorealizujących się jednostek oraz sposobem na życie, poznanie.

Owszem kocha się Afrykę: jej ciepłą, obfitą w różnorodności ziemię: spękaną i bujną zarazem, ten ogromny nieboskłon, czerwone zachody słońca, i zawsze uśmiechniętych, prostolinijnych ludzi, ufnych i zaskakujących, dla nas może irracjonalnych w swej głębokiej wierze, ale ujmujących swą szczerością. Modą ostatnich lat stało się pisanie o tym. Każdy, kto był choćby na tygodniowej wycieczce na Saharze, czuje się zobligowany, by o tym napisać, by przynajmniej nie zostać na szarym końcu, rozgrywającej się rywalizacji o opowieści z ciekawych podróży. Oczywiście jest jeszcze pytanie, na które w swym manifeście zwróciła uwagę pewna miłośniczka Afryki, Aleksandra Tyla, która jednocześnie jest uczestniczką projektu „O Afryce inaczej”. Pytanie brzmi: kocham Afrykę, czy siebie i to, jaka jestem odważna/odważny i jakie miałam/miałem przygody? Autorka manifestu szanuje wolność słowa, jednak dręczą ją utrwalane schematy, które jej zdaniem zamykają Afrykę w kapsule czasu:
Opis – wojny, głód, epidemie, konflikty „ludów” opisywane jakby zupełnie nie miały powiązania z europejskimi ludami i ich interesami. Już sam język tych opisów powoduje, że czytając takie reportaże czy komentarze, ma się wrażenie, że to opis jakiejś innej planety, a nie miejsca, od którego w naszej globalnej wiosce oddziela nas tylko kliknięcie myszką. Plemiona, ludy… Czy ktoś mówił np. o plemieniu Serbów? albo Irlandczyków? Ten język sprawia, że Afryka pozostaje ciągle na etapie kolonii. I jeszcze: czy ktoś wiąże fakty? że np. mamy w Polsce tanie chińskie „dobra”, bo Chińczycy mają tanią ropę z Sudanu?[1]
Tymczasem są mieszkańcy Afryki, stojący bezradnie w obliczu wielu problemów, z którymi na co dzień się borykają. Niedoceniani, zapomniani, z przekreślonym, w swym odczuciu, ludzkim potencjałem, marnujący się. Podkreślić należy, znajdujący się w obliczu trudnych warunków społeczno-ekonomicznych (m.in. silna korupcja władz rządzących, niestabilność władzy), wojen (konflikty: 1993 w Burundi, 1994 w Ruandzie, lata 1998-2000 w Etiopii i Erytrei, 2003 w Liberii, aktualnie m.in w Sudanie, Kongo: pociągające za sobą głód, brak wody pitnej, opieki lekarskiej, gwałty, epidemie i AIDS, rujnujące kraje pod względem ekonomicznym), klęsk żywiołowych i ekologicznych (m.in. aktualnie w Etiopii klęska głodu, również w Nigrze, powódź w Kenii). Afrykanie żyjący na, z pozoru, niezbyt obfitej w zasoby ziemi (z pozoru: Afryka dysponuje bowiem surowcami naturalnymi tj. złoża diamentów, ropa naftowa, sole potasowe, nikiel, miedź, cyna oraz terenami doskonałymi dla uprawy kakaowców, palmy oleistej, kauczuku, kawy, orzeszków ziemnych, bananowców, batatów, bawełny). Afrykanie pogrążeni w krótkowzroczności, czasem sami pozbawiający się szansy na działania efektywne i satysfakcjonujące, tkwiąc w niszczących ustrojach społecznych są tym bardziej zdesperowani, by przyłączyć się do aktorskiej trupy i wystąpić na scenie tragedii AIDS. Co dostają w zamian? Zaspokojenie bardzo krótkoterminowych, lecz bardzo ludzkich zachcianek, potrzeb podstawowych, które w przypadku afrykańskich wyborów da się zrozumieć (pieniądze, które zarabia prostytutka pomagają zaspokoić jej potrzeby egzystencjalne, kupić jedzenie, wynająć mieszkanie, zapewnić spokojny sen). Wybory mieszkańców Afryki ryzykujących zarażeniem HIV to wybory typu – jeść czy głodować?, być wierną mężowi, czy ocalić siebie i dzieci, nie dając zwyciężyć chorobie, ale pozbawiając się domu i więzi rodzinnych? (dylemat żon, których mężowie są nosicielami lub mogą nimi potencjalnie być), kultywować tradycje, które mogą zagrażać życiu mojemu i moich bliskich, czy zostać wykluczonym? (dylemat kobiet w zderzeniu z lewiratem, czyli obowiązkiem poślubienia wdowy po zmarłym bracie). Cierpią na tym dzieci, które są narażone na zarażenie HIV albo bezpośrednio od swych matek, w momencie narodzin, albo później – ryzyko spotęgowane jest życiem w warunkach skrajnego zaniedbania higieny. Poniekąd „usprawiedliwienie”, jakie daje choroba dorosłym, na bycie nieporadnym, zostawia dzieci w bezradności, często osieroceniu, deprywacji podstawowych potrzeb (snu, jedzenia, bezpieczeństwa, dachu nad głową, przynależności), zaspokojenie, których jest niezbędne do rozwoju, do życia. AIDS decyduje ostatecznie o tym, kogo uczynić widownią swej tragedii. Najczęściej niestety są nią dzieci, które smutkiem i depresją oraz poczuciem beznadziei podkreślają wydźwięk całego rozgrywającego się „spektaklu”. Badania psychologiczne przeprowadzone w Ugandzie w 2005 roku podkreślają wagę symptomów depresji u dzieci osieroconych z powodu AIDS: 32% myśli, że ich życie będzie złe, 19% ma problemy ze snem, 14% chciałoby umrzeć [5].

Czy mieszkańcy Afryki i nowe pokolenia skazane są na AIDS nieodwołalnie?

IBIDEM

Przed Afryką stoją ogromne wyzwania. Zapewnić godne życie i szansę na bezpieczną przyszłość dla milionów sierot, które z dnia na dzień z dzieci stać się muszą dorosłymi – to niełatwe zadanie. Jaka przyszłość czeka osierocone pokolenie? Czy uratowane dzieci zmienią losy swego kontynentu, czy będą w stanie wziąć tak ogromną odpowiedzialność na swoje barki? Czy uda im się wygrać z pandemią choroby, której siłę już poznały? Afryka bez wątpienia stoi przed szansą na rozwój. Czy jej nie zmarnuje, jak podkreśla w swym eseju laureatka konkursu UNICEF Joanna Lisek [6], zależy tu od wielu czynników m.in. edukacji, rozwoju służby zdrowia, zmiany systemów prawnych, społecznych, zmiany świadomości oraz zapewnienia pokoju.

W najnowszym raporcie ONZ (2006) możemy przeczytać, że czynnikiem, odgrywającym istotną rolę w walce z AIDS, jest profilaktyka. Dane wskazują, że programy dotyczące zapobieganiu AIDS przynoszą najlepsze rezultaty, gdy są skierowane bezpośrednio na osoby narażone w największym stopniu na infekcję i o ile są dostosowane do sytuacji zdrowotnej mieszkańców danego kraju. Tam, gdzie profilaktyka nie była stosowana utrzymuje się ten sam poziom zachorowań lub ich wzrost. Tym samym:

„Konieczne jest, aby równolegle do rozwijania terapii przeciwwirusowych walczących z HIV, znacznie zintensyfikowano wysiłki związane z zapobieganiem infekcjom, co jest jednoznaczne z uratowaniem życia”. [7]

Na drodze do edukowania społeczeństwa, w ramach profilaktyki, stoją jednak wierzenia kulturowe, w których AIDS objęte jest tabu.

Mieszkańcy Afryki wciąż, mimo starań wielu organizacji międzynarodowych (tj. UNICEF, WHO), boją się mówić o chorobie – boją się powoływać do życia nazwę, nie mając pewności czy nie będzie to miało wpływu na ich codzienne życie. TO co nie nazwane – nie istnieje…Taka rytualna, niemalże magiczna zmowa milczenia.

Mieszkańcy Afryki są piękni w swej codziennej postawie wobec życia. My, ludzie Zachodu, często tego nie potrafimy. Oni po prostu żyją na co dzień, z tym wszystkim, co mają pod niebem pełnym wiary i magii, która spaja ich wspólnoty od wieków, prostolinijni, można rzec zbyt naiwni, ale na swój sposób bardzo radośni – zupełnie natomiast bezradni w obliczu choroby, jaką jest AIDS.

Zdaniem dziennikarza i podróżnika Wojciecha Albińskiego:

w Afryce, aby móc cokolwiek przesądzać, trzeba poznać rdzenną kulturę, docenić, jak głęboko jest osadzona w przeszłości i skierowana na ułożenie relacji między ludźmi.(…)Uderzeniem w serce tej kultury, obyczajów i radości życia jest epidemia AIDS, która z miłości i seksu, sedna życia, uczyniła śmiertelne zagrożenie. Różni ludzie wyprowadzają z tej sytuacji, słusznie lub nie, moralne wskazania. Jeśli jednak można mówić o niesprawiedliwości, AIDS w Afryce jest krańcowym jej przejawem [8]

Ten ogromny instynkt wiary jest uzasadniony, w ten sposób Afrykanie domagają się granicy niesprawiedliwości. Ileż jeszcze można znieść pytają sami siebie? Zła passa przecież kiedyś musi się odmienić. Owe myślenie życzeniowe, wcale nie pomaga, nie jest żadnym sposobem na usunięcie panoszącej się epidemii, a jedynie nasila problem. Czy można jednak odbierać nadzieję bezradnemu człowiekowi w obliczu choroby, która na niego spada, a której nie rozumie?

Beznadziejna historia życia naszych przyjaciół z sąsiedniego kontynentu, która się nie uczy na swoich błędach, tocząc bezmyślny krąg spustoszenia – nie usprawiedliwia tu człowieka, nawet, kiedy żyje w skrajnych warunkach. Tym samym czyni go winnym za zarażanie się HIV, bo lekceważy problem, spychając go do świata złych duchów, na które, jak sądzi, nie ma przecież wpływu. Z drugiej strony człowiek ten wierzy też w cuda i zamiast działać, modli się i składa ofiary np. voo doo. Czy wypada nam mówić o współwinie i czy można rozpatrywać problem AIDS w kategoriach wymiaru sprawiedliwości? Wydaje się to już niedopuszczalne we współczesnych czasach, gdzie Hiob już dawno pogodził się ze Stwórcą i cierpieniem, jakie go spotkało.

Oszukani przez własny system wierzeń, mieszkańcy Afryki, są zniechęceni do tego, aby przewidywać, co ich czeka i to bynajmniej nie z braku zdolności analitycznych. Nieskłonni do takich kalkulacji, być może z lęku przed tym, co ich rzeczywiście może spotkać. Widząc brak perspektyw, stąpając po tej samej ziemi, nie wróżącej od lat nic lepszego nad to, co już jest, w nieporadności, Afrykanie jeszcze silniej odczuwają ciężar swej niemocy wobec choroby. Stojąc na rozdrożu pomiędzy starą formą funkcjonowania, zakorzenieniem w tradycjach i kulturach plemiennych, a tym co przychodzi do nich z zewnątrz, ze świata białego człowieka, któremu nie wiedzą czy ufać, trzeba przyznać – mogą się czuć zagubieni i zdezorientowani. Po wiekach traktowania Afryki jako rynku zbytu i źródła surowców, panuje przekonanie, że jej mieszkańców wykorzystano i pozostawiono samym sobie. Zgodnie z tym, co powiedział w wywiadzie podróżnik i przez jakiś czas mieszkaniec Afryki Wojciech Albiński: Na to, że kraje afrykańskie przyjmą systemy europejskie liczyli tylko Europejczycy [8]. Nelson Mandela, z kolei podkreślił, że zadziwiający jest fakt, że naród z gruntu rzetelny i uczciwy – może uwierzyć we własną nieomylność, zamknąć się w swoich wierzeniach, odrzucić doświadczenia starych i mądrych społeczeństw. Tłumaczy to jednak pewna forma narodowej dumy. Zgodnie z badaniami Ronalda Ingelharta w ramach Światowego Sondażu Wartości cechą społeczeństw tradycyjnych, do których zalicza się większość krajów Afrykańskich, jest poważanie więzów rodzinnych, poddanie autorytetowi, jednocześnie z zachowaniem stanowczych standardów, tradycyjnych rodzinnych wartości oraz wysoki wskaźnik dumy narodowej i nacjonalistycznego spojrzenia. Wartościami, do których dążą ludzie są w takich społeczeństwach jak np. Zimbabwe (najniżej plasujące się wśród państw świata), zaspokojenie potrzeb podstawowych, co jest niezbędne do przeżycia [9]. Konsekwencją takiego podejścia jest walka o przetrwanie, o własny interes. Tkwienie w nieświadomości, zaprzeczeniu i pogrążeniu w słabości oraz niewiedzy, do tego w podziale między grupami społecznymi, z powodu walki interesów nie wróży nic dobrego.

Chorzy często zapominają o tym, że noszą w sobie tykającą bombę, czasem na własne życzenie nie chcą wiedzieć, wolą żyć bez wyroku. Wtedy jest ryzyko, że ucierpią inni. Są też tacy, którzy się buntują i chcą by Afryka tańczyła w rytm ich muzyki, a wszystko wokół pogrążyło się w majaczącej goryczy. Nieporozumienie, bo w głębi duszy to dobrzy ludzie, tylko warunki, w jakich żyją potęgują w nich destrukcyjne, bezwiedne zachowania. Emocje. Brak uświadomienia konsekwencji własnego nierozsądku. To tak jakby być cały czas w potrzasku. Dylemat prostytutki, których a Afryce jest najwięcej w miastach portowych (np. Walvis Bay w Namibii) – zaryzykować zarażeniem się HIV, ale zjeść dziś czy głodować stawiając na lepszą przyszłość? W realiach niepokoju, głodu i biedy, przyszłość to niewiadoma, nad którą nie warto się zastanawiać, bo jest za mało lub co gorsze za bardzo przewidywalna – procentowo szacując, wyrażona klęską, dlatego nie można na nią postawić. I tutaj znowu przydałaby się wiedza, tym razem na temat środków ostrożności, które obniżają ryzyko zarażenia HIV, nawet jeśli kobieta zdecyduje się na pierwszą ewentualność. Prezerwatywy trafiają jednak w Afryce bardzo często do koszy, są dmuchane jak balony, albo radzi sobie z nimi miejscowy zabobon, bo to właśnie one są źródłem epidemii. Ciężko walczy się ze zranionym sercem afrykańskiej duszy, która zawiodła się na białym człowieku, nie bezpodstawnie i nic dziwnego, że nie chce przyjmować od niego teraz żadnych nauk, tym bardziej w tak intymnej kwestii. Jednak z drugiej strony takie akcje mają sens i wiele Afrykanów np. w Togo popiera je, nosząc koszulki z hasłami przestrzegającymi przed AIDS, zachęcającymi do używania kondomów.

Co się dzieje z tymi, którzy już zachorowali, bo profilaktyka zawiodła?

Odroczenie wyroku w postaci leków na AIDS, przepustka do normalnego funkcjonowania wydaje się być luksusem – należy się tym najmniej biednym, bo ciężko tu mówić o bogactwie: wszyscy jadą na tych samych wózkach bez kółek (metaforyczna ironia losu – to właśnie w Afryce wynaleziono koło). Liczba leczonych przypadków ludzi zakażonych HIV jest w Afryce znikoma. Roczny koszt leczenia jest dość duży (obecnie roczny koszt leczenia wynosi ok. 15-20 tys. dolarów, gdyż firmy farmaceutyczne narzucają swoje monopolistyczne stawki). Tymczasem wiele państw, jest w stanie wydawać setki miliardów dolarów na zbrojenia (roczny budżet departamentu obrony Stanów Zjednoczonych przekroczył 400 miliardów dolarów), a nie chce pomóc człowiekowi, pozwalając mu na godne życie, na jakie zasługuje, w obliczu cierpienia zapewniając spokojną śmierć.

Przywilej skorzystania z leczenia mają ci szczęśliwi w nieszczęściu, którzy otrzymują pomoc i są na tyle zorientowani i skrupulatni w obliczu choroby, że stosują się do zaleceń przyjmowania lekarstw. Natomiast nie oznacza to, że dzielą się tym faktem z innymi, tak jak to wygląda, z reguły w krajach wysokorozwiniętych. Odcinają sobie w tej kwestii możliwość wsparcia, borykając się sam na sam z chorobą w ukryciu. Może ze strachu przed odrzuceniem? A może bardziej z empatii, bo leków nie starcza dla wszystkich potrzebujących? Chorzy na AIDS Afrykanie również w sobie nie znajdują często na to przyzwolenia, za bardzo nie mogą – to taka forma kulturowej asertywności, gdy chcesz uniknąć niezręcznej rozmowy ucinasz ją zaimkiem wskazującym TO, obrazowo przedstawiającym wszystko, co należałoby powiedzieć jednocześnie tłumiąc w rozmówcy ciekawość dowiedzenia się czegoś więcej.

Cieszący się z przepustki, przywróceni do życia na czas nieokreślony zależny od spraw finansowo-organizmicznych pragną zapomnieć, że byli w uścisku bezradności i marzą, aby codzienność, po tych trudach które przeszli okazała się prostsza od tej, w której żyli nim zachorowali. Jednak rzeczywistość jest inna, tak jak w większości chorób przewlekłych, trzeba nauczyć się żyć z wyrokiem, akceptując swój stan i sprawiedliwy bądź nie, wilczy bilet od losu, przygotować się psychicznie na to, że będziemy wtaczać jak Syzyf kulę pod ogromną pochyłą równię, w palącym słońcu Afryki – a gdy już osiągniemy szczyt nie będzie zwycięstwa, chyba tylko nad cierpieniem, bo nie dostaniemy drugiej szansy – wygra AIDS, przynajmniej dopóki ludzkość nie znajdzie szczepionki. Dlatego ludzie Afryki zasługują na to, aby wiedzieć o swej chorobie i jej konsekwencjach, by zorganizować sobie czas, który im pozostał i ocalić tych, którzy jeszcze żyją i są wolni od choroby.

W obliczu tylu faktów przyznać można, że afrykańskie oko płacze, bo jej dzieci są chore i płacze, bo jest bezradne – boi się zobaczyć tym razem samo siebie – nie opowiada o tym co widziało, bo nie może znaleźć odpowiednich słów, nie potrafi ocalić opowieści, które byłyby kluczem do tej sytuacji – mądrym i krzepiącym, dającym naukę i nadzieję, dlatego tonie we łzach i ogarnięte smutkiem jest ślepe i bezużyteczne.

DZIECI

Dla Afryki jest jednak przyszłość i choć oko jej na razie nie widzi w jasnych kolorach, jest nadzieja. Dzieci – to właśnie one są przyszłością narodów, dlatego należy w nie inwestować, uczyć je, są przedłużeniem mądrości poprzednich pokoleń, są w stanie dużo zmienić. Dzieci choć mają w sobie ogromny potencjał i moc twórczą, z całą baterią swoich marzeń i pomysłów, muszą jednak oprócz tego mieć odpowiednie warunki do rozwoju, wsparcie ze strony rodziny, jedzenie, stymulujące środowisko, dobre wzorce, zapewnioną edukację itd. I tutaj w kwestii edukacji państwo powinno mieć decydujący głos – wspierać ją finansowo i umożliwiać. Czy władze krajów afrykańskich zdają sobie z tego sprawę? Potrzebne jest radykalne zwiększenie wydatków w tym obszarze pochodzące z ich budżetów przy wsparciu międzynarodowym. Na przykład Erytrea i Burundi wydają na zbrojenia więcej niż na edukację i zdrowie łącznie [11]. Należałoby zamienić priorytetowe wartości, których realizacji domaga się społeczeństwo. Dzieciom w Afryce oprócz chleba, poczucia bezpieczeństwa, zapewnienia życia w pokoju, potrzebne są ołówki i książki, by jako dojrzali ludzie mający coś do powiedzenia w swoim społeczeństwie uświadomiły sobie wagę problemu AIDS. Tymczasem znajdują się one w skrajnie negatywnej sytuacji, stykają się z głodem, pragnieniem, ubóstwem, chorobami, przestępczością, prostytucją, wojnami i do tego dochodzi jeszcze wirus HIV, który zabiera im rodziców a także często atakuje również te małe bezbronne istoty.

Jaką Afrykę te dzieci stworzą, kim same będą jeśli uda im się przeżyć i jak będą wyglądały kolejne pokolenia? Sytuacja nie wygląda za wesoło, dlatego potrzebna jest pomoc, ale pomoc specyficzna. Nie wystarczy zbierać funduszy i wspierać pieniężnie kraje, w których dzieci żyją na skraju nędzy. Afryka potrzebuje doświadczenia i rad państw wysokorozwiniętych, na przykład, w zakresie edukacji, w kwestiach organizacyjnych, jak stworzenie jednolitych programów nauczania, zorganizowanie struktur, ale przede wszystkim wiedzy-jak. Afryce potrzeba jest pomoc techniczna i kapitałowa, np. w Mozambiku, z powodu ciągłych wylewów rzek, rozwiązaniem byłyby zbiorniki wodne. Inżynierowie znający się na klimacie i hydrografii mogą je zbudować, zapobiegając katastrofom. Nie buduje się ich, z powodu braku pieniędzy. Katastrofy pociągają za sobą kolejne ofiary, bo brakuje urządzeń technicznych, chroniących życie człowieka. Dodatkowo klimat powoduje, że klęski żywiołowe częściej dotykają Afrykę niż Europę, gdzie ludność zabezpieczona jest skuteczniej. Tego nas nauczyła historia. Popełniamy błędy, ale się do nich przyznajemy, by osiągnąć postęp i działać efektywniej.

Również w kwestiach ekonomii, rozwoju przedsiębiorczości, gospodarki należałoby służyć Afryce poradą. Nie obędzie się to bez drążenia tematu na forum politycznym. Trzeba by zobaczyć w jakim stopniu jest możliwy udział najbiedniejszych państw Afryki, dotkniętych epidemią AIDS w rynku gospodarczym świata i ten udział Afryce umożliwić, by rodzice afrykańskich dzieci znaleźli godna pracę, a ich pociechy poszły do szkoły i edukowały się. Jest to oczywiście nie na rękę państwom, które miałyby otworzyć swoje rynki dla wyrobów, a które boją się, że takie posunięcie w dziedzinie gospodarki światowej zabrałoby im część dochodów. To jest jednak jedyny sposób – umożliwienie krajom Afryki współudziału w światowym rynku handlowym, aby ten piękny kontynent się usamodzielnił i podniósł ze zgliszczy. Na niewielką skalę dzieje się tak już w Wielkiej Brytanii, gdzie istnieje organizacja Fair Trade i sklepy Oxfam – znaleźć tam można produkty wytwarzane w Afryce – kupując je wspieramy tamtejszy drobny przemysł a sami dodajemy do naszego europejskiego życia trochę powiewu egzotyki – tym bardziej, że wyroby te są niezwykle oryginalne i smakowite (tak jest w przypadku czekolady, czy słynnej kenijskiej kawy, zaliczanej do najbardziej cenionych arabik świata o charakterystycznym ostrym i cierpkim, mocnym smaku oraz wspaniałym owocowym aromacie).

W afrykańskie dzieci należy inwestować, trzeba wyciągnąć do nich ręce – przestrzec, nauczać, dawać pozytywne wzorce, zachęcać, żeby same brały udział w ulicznych teatrach i przekazywały wiedzę o czyhającym zagrożeniu swoim rówieśnikom. Nikt inny tylko one najskuteczniej przemówią do swych społeczności. I przede wszystkim umożliwić rodzicom działalność, przynoszącą dochód, którą sami mogliby sobie stworzyć – wyrosłą z ich kultury i głęboko w niej osadzoną, ale na tyle nowoczesną, że takie źródło zarobku pozwoliłoby na wymianę handlową z innymi krajami świata.

W tej sprawie widać pewne postępy na arenie międzynarodowej – każdego roku w Senegalu banki i instytucje zajmujące się mikrofinansami udzielają pożyczek w wysokości około 383 milionów dolarów US. W nowoczesnym piśmie wolontariuszy „Pomagamy” można przeczytać:

W 2003 roku około 40 procent ludności wzięło mikrokredyty. Eksperci nie mają wątpliwości, że korzystanie z usług finansowych przez gospodarstwa rodzinne o niskich dochodach pozwala im zaspokoić swoje podstawowe potrzeby. Drobne pożyczki przyczyniają się również do wzrostu przedsiębiorczości i zapewnienia stabilności bytu biednych rodzin. Stały dochód oznacza często poprawę warunków higienicznych i zdrowotnych, właściwe odżywianie, edukację dzieci.

Projekt jest realizowany w ramach Milenijnych Celów Rozwoju – w szczególności koresponduje z celem obniżenia o połowę liczby osób żyjących w skrajnym ubóstwie do 2015 roku [12].

Dla dzieci, którym choroba zabrała rodziców dobrym pomysłem byłoby stworzenie wśród wspólnoty takich rodzinnych domów dziecka, gdzie starsi opiekowaliby się młodszymi i uczyli ich, co przy pewnym właściwym podejściu takich wspólnot opartych na właściwym systemie wartości, mogłoby mieć dobry wpływ na najmłodszych. Afryka mogłaby poza tym wykorzystać naturalne zasoby słoneczne jako źródło energii odnawialnej, ekologicznej i taniej zarazem. Tylko musieliby się znaleźć zapaleni inwestorzy oraz ludzie chcący pomóc ludziom i społecznościom Afryki.

A błyskotliwych, wytrwałych ludzi, w których pomysły warto inwestować w Afryce nie brakuje. Przykładem jest Kenijka Wangari Maathai, która za akcję sadzenia drzew w obronie przed poszerzaniem się pustyni otrzymała w 2004 r. Pokojową Nagrodę Nobla. Odważna i mądra kobieta otrzymała wsparcie, którego potrzebowała dla utworzonego Ruchu Zielonego Pasa, który zjednoczył kobiety afrykańskie, z natury pracowite, zorganizowane i często skuteczniejsze od mężczyzn. Klęski głodowe, których przyczyną najczęściej są susze, czy powodzie nie zawsze wywołane są zmianami klimatycznymi, często to człowiek swą nieprzemyślaną działalnością ingeruje w środowisko, np. hodowla kóz dla Afryki wiąże się z dużym ryzykiem, po przejściu tych wszystkożernych zwierząt pastwisko zamienia się w pustkę. W ten sposób przybywa olbrzymich połaci, na których nie ma lasu, sawanny czy jakiegokolwiek poszycia, które ochroniłoby je przed zamianą w pustynię.

Zwrócenie uwagi świata na sprawę afrykańską – może warto by było zrobić oczami twórczego dziecka, które chce się uczyć, potrzebuje ołówka i kartki do malowania, a które to dziecko ma zmienić oblicze tego lądu, zachęcić innych do współpracy. Nie tego, które krzyczy z otchłani rozpaczy i tonie we łzach od lat znieczulając tym samym szerszą publikę na jego sprawę, bo się nie zmienia nic – to dziecko nadal ma wydęty brzuch z głodu, nadal cierpi i do tego wszystkiego teraz jest albo chore na AIDS albo jest sierotą. Ogrom cierpienia poraża świat i choć nie jest wyolbrzymiony – może metoda ukazania tego co da się zrobić i w jaki sposób to dziecko sobie radzi, gdy zapewnione są fundusze na jego rozwój odniosłaby większe rezultaty. Bo właśnie to małe dziecko jest przyszłością Afryki i ono ma je dźwignąć z popiołów.

SPOŁECZNOŚĆ GLOBALNA

Wiele lat minie nim krew, która będąc niegdyś tętniącym życiem Afryki zapewniającym jej ciągłość pokoleniową oczyści się z choroby, jaką jest AIDS. Choroby okrutnej, bo uderzającej w najsłabszego z możliwych: w bezbronne, ufne dziecko, zupełnie nieświadome zagrożenia. Dziecko, które od wieków czerpało siłę z więzi rodzinnych, zyskując dojrzałość, teraz truje się i dławi. Co więc pozostaje?

Nadzieja, że afrykańskiemu oku skończą się zapasy łez i weźmie się do roboty. Budując swą wspólnotę na edukujących opowieściach o tym, co widziało, nim zalało się smutkiem. To od niego zależą losy tych najmniejszych, bo ono tylko wie jak przemawiać w bajaniach, przestrzegając przed niebezpieczeństwem, które może nosić każdy bez wyjątku i będąc nieświadomym, nieostrożnym skazić braterską rzekę krwi, zagłuszając tym samym tętniący bęben Afryki.

Z drugiej strony afrykański problem AIDS dotyczy również społeczności światowej, w związku z tym w naszej globalnej wiosce powinniśmy zadać sobie poważne pytania.

Wcześniej jednak garść informacji:
- 1 grudnia obchodzony jest Światowy Dzień Walki z AIDS – w związku z tym UNICEF uruchomił na swojej stronie grę komputerową w języku suahili, która ma pomóc w edukacji dotyczącej HIV/AIDS. Tą drogą może dotrzeć nawet do 100 milionów ludzi mieszkających w Demokratycznej Republice Konga, Kenii, Tanzanii i Ugandzie.
- Uganda przywoływana jest często, także w Polsce, jako przykład skuteczności programów A (abstynencja), B (bycie wiernym), C (w oryginale condoms czyli prezerwatywy, w Polsce zabezpieczenie). Częstość zakażeń HIV w populacji tego kraju uległa znaczącemu zmniejszeniu w ciągu ostatnich 10 lat[13].
- 15 i 16 października 2006 ponad 23 miliony mieszkańcy całego globu, w tym Polski, Niemiec, Włoch, Anglii, Stanów Zjednoczonych, Indii, Zimbabwe, Ghany, Kamerunu czy Chin wzięło udział w wydarzeniu na rzecz krajów rozwijających się. Inicjatywa STAND UP, połączona z biciem Rekordu Guinessa, odbyła się w ramach Global Call to Action Against Poverty, kampanii, która w roku 2005 poprzez zorganizowane przez Boba Geldofa koncerty Live8 i białe opaski zmobilizowała tysiące osób do działania, a miliony osób do refleksji nad problemami krajów rozwijających się. Cele STAND UP to promocja międzynarodowych działań na rzecz rozwoju oraz promocja wiedzy o Milenijnych Celach Rozwoju, będących wymiernym zobowiązaniem społeczności międzynarodowej, w tym Polski, do redukcji ubóstwa i głodu, zapewnienia równego statusu kobiet i mężczyzn, poprawy stanu zdrowia, zapewnienia powszechnej edukacji, walki z AIDS, ochrony środowiska naturalnego a także zbudowania globalnego partnerstwa na rzecz rozwoju [14].

Czas dojrzał do tego, by zapytać: Co my, ja, ty, który/która czytasz właśnie ten tekst możemy zrobić dla dzieci w Afryce? Wystarczy zaznaczyć, iż jedynie 3 centy kosztuje dzienna kuracja dla dziecka zarażonego HIV, ale otrzymuje ją zaledwie 1% chorych dzieci [15]. Czy to argument przekonujący, aby nauczyć się dawać, co miesiąc wpłacając chociażby równowartość jednego piwa i tym samym zapewniać fundusze na dzienne szczepionki dla około 45 dzieci (skoro 1 dolar finansuje 33 dawki lekarstwa)? 

Inne pytania to: Czy jako ludzka wspólnota wykorzystamy to, co daliśmy sobie nawzajem w ciągu pokoleń wzbogacając technologię, poszerzając wiedzę i dzięki temu niektórzy z nas mogą żyć w dostatku i komforcie? Czy oprócz spełniania własnych dążeń uwzględnimy też w nich innych? Czy zrozumiemy w końcu czym jest wspólnota ogólnoświatowa? I do czego zobowiązuje? Kiedy przestaniemy wykluczać innych i na miarę własnych możliwości damy im szansę na taki sam jak nasz – godny rozwój. Czy możemy cieszyć się własnym szczęściem, jednocześnie żyjąc ze świadomością, że inni cierpią, podczas gdy jako światowa, ludzka wspólnota mamy środki, aby im pomóc? Jak długo będziemy obojętni, jak długo będziemy ignorować ważne sygnały, może bezpośrednio nas nie dotyczące, bo to nie my głodujemy, nie my umieramy, nie nasze dzieci dopada depresja w tak młodym wieku, a jednak alarmujące? Domagające się odpowiedzi natychmiastowej – czy rzeczywiście jesteśmy bliżsi określeniu siebie jako człowieka, które sami ukuliśmy stawiając niczym pomnik na piedestale, czy raczej powinniśmy nazywać się jakoś inaczej, będąc niewolnikami przyjemności osobistych i pozostając na poziomie rozgrywek o swe zachcianki?

Przypisy:

[1] Epidemia AIDS przyspiesza.http://www.pomagamy.pl/niusy/przybywa_chorych_na_aids.htm
Źródło: Centrum Informacyjne ONZ
[2]UNAIDS/WHO, AIDS epidemic update: December 2005, str. 17-30http://data.unaids.org/Publications/IRC-pub06/epi_update2005_en.pdf
[3] Africa’s Orphaned and Vulnerable generations. Children Affected by AIDS. Report.http://www.unicef.org
[4] Aleksandra Tyla „Kocham Afrykę czy siebie” http://www.afryka.org/manifest.htm.
[5] Africa’s Orphaned and Vulnerable generations. Children Affected by AIDS. Report.http://www.unicef.org
[6] http://www.unicef.pl/601_2045.htm
[7] Epidemia AIDS przyspiesza.http://www.pomagamy.pl/niusy/przybywa_chorych_na_aids.htm Źródło: Centrum Informacyjne ONZ
[8] Wywiad z Wojciechem Albińskim „Afryka poza teoriami” dla Tygodnika Powszechnego http://tygodnik.onet.pl/1547,1212555,dzial.html
[9] Wywiad z Wojciechem Albińskim „Afryka poza teoriami” dla Tygodnika Powszechnego http://tygodnik.onet.pl/1547,1212555,dzial.html
[10] http://www.worldvaluessurvey.org/
[11] Oxfam, Broń czy rozwój?, 2004.
[12] http://www.pomagamy.pl/niusy/mikrokredyty_dla_senegalczykow.htm
[13] Raport HIV/AIDS na świecie: Uganda, z zasobów ONZ
[14] 24.10.2006 artykuł Agnieszki Mikulskiej http://www.undp.org.pl/
[15] http://www.unicef.pl/601_2041.htm.

Źródła:

1. Leszczyński Adam (2003). Naznaczeni. Afryka i AIDS. Wydawnictwo: Trio.
2. Różewicz Łukasz (2006).Wybuch i rozwój epidemii AIDS na świecie. Warszawa.http://www.afryka.maniak.pl/raporty/aids_na_swiecie.html
3. Grupa Afrykańska Forum Młodych Dyplomatów http://www.afryka.diplomacy.pl/
4. O Afryce inaczej http://www.afryka.org/
5. UNICEF http://unicef.org/
6. WHO www.who.int/
7. UNIC – Ośrodek Informacji ONZ w Warszawie www.unic.un.org.pl/
8. UNESCO’s response to HIV and AIDS http://portal.unesco.org/en/ev.php-URL_ID=1134&URL_DO=DO_TOPIC&URL_SECTION=201.html
9. Tygodnik Powszechny http://tygodnik.onet.pl/
10. Pomagamy. Nowoczesne Pismo Wolontariuszyhttp://www.pomagamy.pl/niusy/mikrokredyty_dla_senegalczykow.htm
11. Konflikty w Afryce http://www.unic.un.org.pl/afryka/index.php?id=2